GARAŻ
Dodaj do ulubionych
Udostępnij
No
dziś dla odmiany zadzwoniła Pani że jutro mogą postawić nam garaż (a miało być za 2 tygodnie) przynajmniej jedno przed czasem (byle niezapeszyć
ale właściwie to jest mi już obojętne). Dobrze że w czasie naszego urlopu zmusiłam Przemka do podsypania miejsca pod garaż bo teraz to bym chyba sama tą łopatą machała i załatwiała materiał. Trzymajcie kciuki może chociaż jedno się nam uda bez przygód towarzyszących i kupy nerwów 
. Z tego co policzyłam to przy dobrych wiatrach będziemy mogli zacząć najwcześniej w połowie sierpnia i w mojej opini nie ma szans żebyśmy zdążyli przykryć ewentualne mury dachem na zimę. Teraz to już czekam tylko na cud bo światełko w tunelu które widzę jest bardzo słabiutkie 
(choć pozostał mi niesmak po straconym czasie i poczuciu bezsilności) Teoretycznie wszystko ok punkt odchaczony z listy, kolejne to było koszenie, grabienie, i usypanie szlaką miejsca pod garaż oraz zorganizowania garażu. Wszystkie punkty odchaczone tzn garaż został zamówiony. Zostało pytanie co z naszym pozwoleniem (i tu pojawił się kolejny gwóźdź do mojej trumny
). W piątek umówiliśmy się z naszym Kierownikiem budowy (miał też załatwić na papiery ale odnoszę wrażenie że nic w tym kierunku nie robi !!!!) w celu podpisania wniosku o pozwolenie na budowę i co i okazało się że nikt z nas nie dopilnował żebyśmy dostali poprawiony prohjekt warunków zabudowy (Pani pomyliła się w naszych danych) a Pan X przedstawił nam problem w taki sposób jakby bez tego ani rusz to my w auto i do gminy a tam znowy Pani skarżąca się na nadmiar pracy (Przemek już miał oznaki zaawansowanego wkurzenia - zaczeły mu chodzić "gule"
już na skraju rozpaczy wybraliśmy się do PAna Stasia i tu nagle nadzieja po drodze skład kruszyw, miły Pan który załatwi kamień na czwartek
. Byłam tak zła że nawet nie chciało mi się zrobić zdjęcia naszej przyszłej drodze. W każdym bądź razie Panu od tej koparki już dziękujemy.
Komentarze