Trudne początki
Witam,
nie wiem czy wystarczy mi wytrwałości, żeby doprowadzić bloga do końca budowy, ale chciałabym poniżej opisać pokrótce jak może wyglądać cały proces przed rozpoczęciem budowy - czyli tzw. kwitologia. Post piszę ku przestrodze i z góry zaznaczam że może być ciut przydługi.
W listopadzie 2012r. razem z moim świeżo upieczonym małżonkiem zaczęliśmy załatwiać formalności związane z przystosowaniem działki (którą dostaliśmy od rodziców) do naszej budowy. Początkowo wydawało nam się, że zaczęliśmy tą sprawę na tyle wcześnie, że uda się nam rozpocząć w połowie 2013. Jak się zaraz przekonacie, mieliśmy racje - tylko nam się wydawało :(
Pierwsze trudności spotkaliśmy już w Wydziale Ksiąg Wieczystych podczas przepisywania działki z rodziców na mnie (dopisanie męża skutkowałoby zapłaceniem kosmicznej kwoty podatku w Skarbówce więc zdecydowaliśmy się załatwić dopisanie męża zaraz po przepisaniu działki na mnie) . Pani w WKW źle przypisała do mnie numer działki, ale udało się jeszcze w Urzędzie ten błąd zauważyć i w związku z tym cała procedura zamiast trwać około 3 tygodni trwał niespełna 2 miesiące.
Następnie powtórka z rozrywki - notariusz, WKW, 3 tygodnie czekania i działka oficjalnie jest już moja i męża. Mamy koniec lutego 2013.
Pomyśleliśmy sobie - świetnie, to teraz spotkanie z naszym architektem, ustalenie jak dokładnie ma wyglądać lista dokumentów do pozwolenia na budowę i za jakieś 3, no maksymalnie 4 miesiące ruszamy z budową naszego wyczekiwanego domu.
Z architektem spotkaliśmy się na początku marca - dostaliśmy listę dokumentów i od razu zabraliśmy się za ich kompletowanie. Jak się okazało dostanie jakiegokolwiek dokumentu w gminie, w której się budujemy, graniczy z cudem. Średni czas oczekiwania na dokument to od 7 do 14 dni. Analogicznie sytuacja w Urzędzie Skarbowym i u Geodety. I w ten oto sposób dopiero 18 kwietnia komplet mozolnie zbieranych dokumentów trafił do naszego architekta.
Pan od razu zabrał się do pracy - adaptacja projektu pod nasze zmiany, instalacje, przyłącza itp. Itd. Ostatecznie 18 czerwca projekt został złożony w jednostce terenowej starostwa powiatowego w gminie z wnioskiem o pozwolenie na budowę.
Jak się okazało - największe problemy dopiero przed nami - Pani N. która „opiekuje się” naszą gminą jest baaaardzo dokładna i skrupulatna - szczególnie dla projektów, których sama nie adaptowała. W związku z tym nasz architekt był u niej z wizytą jakieś 5-7 razy w ciągu 1,5 m-ca. Z każdą wizytą Pani N. znajdowała jakieś „rażące uchybienia” - tutaj brakuje pieczątki, a tutaj nie ma podpisu że elektryk tą stronę projektu przeczytał - i tak za każdym razem. Czarę goryczy przelał błąd jaki popełnił geodeta, który źle zaznaczył w na mapie do celów projektowych utwardzenie drogi przy której znajduje się nasza działka a Pani N. „zauważyła to” dopiero w sierpniu. Dodam tylko, że Pan geodeta i Pani N. siedzą w sąsiednich pokojach L krótko mówiąc - masakra.
Ostatecznie 23 sierpnia uprawomocniło się nasz pozwolenie i lada dzień zaczynamy.
Na dzień dzisiejszy kupiliśmy bloczki fundamentowe oraz część cełgy (wienenberger). Udało nam się również ogrodzić działkę (poza tzw. frontową częścią, którą ogrodzimy docelowo po zakończeniu prac budowlanych)
Komentarze