Po pierwszym dniu..
Tak wyglada nasz domek po pierwszym dniu pracy ciesli :)

Tak wyglada nasz domek po pierwszym dniu pracy ciesli :)




Zdjęcia poddasza.




Po kolejnej miesiecznej przerwie zawitali do nas murarze. Przyszli 2 wrzesnia popatrzyli popatrzyli i pojechali bo w nocy tak lało że wszystko ciekło. Zaczeli dopiero nastepnego dnia. Po tygodniu jestesmy juz na finiszu. jeszcze na jutro zostały dwie warstwy maksów ułozyć na jednym szczycie i moga wchodzić ciesle :)
Drewno na dach juz przywiezione. Przyjechało w piatek a od soboty je impregnujemy. Z racji ze za bardzo nie wierzymy w ta tartakowa impregnacje postanowiliśmy sami sobie ją zrobic.
Po 3 tygodniach prac wreszcie dobrneliśmy do końca parteru. Wreszcie można trochę odetchnąć po tych kilku dniach wariata. Tak nam murarz wyliczył materiał ze wszystkiego brakuje i to sporo. Najpierw zabrakło 11 drutów 16" ale na szczescie w domu u rodziców znalazły sie 14" i je wykorzystalismy. Po kilku godzinach okazło się ze nie ma tez 6" wiec pędem na skład. Na drugi dzień okazło się ze jak nie załatwimy jakichs odpadów 12" to i jej braknie, wiec znowu kurs tym razem na złom. Wszystko byłoby ok gdyby nasz murarz poinformował nas ze czegos brakuje chociaż kilka godzin wcześniej a nie dopiero jak im brakło.
W dodatku przy zalewaniu wyszły kolejne klocki. Jak sie okazało nasza wspaniala ekipa poszła na łatwizne i wogóle nie zrobili "eL-ek". dopiero po kłótni i wstrzymaniu zalewania łaskawie ruszyli swoje tyłki i dokończyli wieńce. naprawde można oszaleć. Żeby nie było, wzielismy jedna z najbardziej polecanych ekip w naszym rejonie. Nie chcę wiedzieć jak robią ci niepolecani.
Przestroga dla tych którzy dopiero zaczynaja budowę- najpierw przestudiujcie podreczniki o budownictwie a dopiero potem zaczynajcie i nigdy nie wierzcie murarzom, stójcie i patrzcie im na rece. Można naprawde sie przejechać.





Komentarze