Goście, goście
Dodaj do ulubionych
Udostępnij



Druga część stropu zalana. Pojechałam zobaczyć na własne oczy jak to wyszło i zobaczyłam, że mieliśmy na budowie gościa...
Gość co prawda nieproszony ale nic nie wyniósł, no chyba że Panowie budowniczowie mieli pochowane gdzieś smakołyki...
Nie wiem czy odwiedził nas pies sąsiadów czy może jakiś ciekawski lis (ostatnio na działce znalazłam nogę sarny), grunt, że zostawił ślady łapek na naszym betonie ;)




a efekty nie są już tak spektakularne. Na razie szukamy instalatorów.... poszukiwania są męczące i powodują totalny mętlik i zagubienie.





Komentarze