Działka
W kwietniu 2014 r. znalazłam ogłoszenie sprzedaży działki. Szukaliśmy działki już jakiś czas, ale w innej lokalizacji. Pomimo tego namówiłam mojego meża żebyśmy pojechali zobaczyć te 561 m. Zgodził się, ale jak przewidywałam, działka nie przypadła mu do gustu (mój mąż przeważnie na początku mówi NIE :) ). Zaprzestaliśmy szukania działki na kilka miesięcy z uwagi na brak czasu, nawet nie poruszaliśmy za bardzo tematu. Nagle po sześciu miesiącach podczas wspólnego październikowego spaceru "na ostatnich nogach" (byłam w ciaży) mojego męża olśniło: "Kochanie, myślisz, że ta działka jeszcze jest na sprzedaż?" JA:"A co? Chcesz kupić?" MĄŻ: "Tak, podoba mi się". :) I w tej samej chwili wykonał telefon - okazało sie że działka jest. Umówiliśmy się na spotkanie na 8 listopada. Niestety nasz syn chciał poczuć się ważniejszy i przyszedłl na świat 5 listopada, więc nawet zapomnieliśmy o spotkaniu. Mój mąż jednak w ostatniej chwili sobie przypomniał i pojechał na nie, sam rzecz jasna :) Ale, że nie zna się za bardzo na rzeczy, przyjechał ze spotkania z mnóstwem niewiadomych :) Sytuację przedstawił mniej więcej tak: "z działką jest coś nie tak, pani za wiele sama o niej nie wie, mówi że nie wie czy są warunki zabudowy, coś trzeba komuś zapłacić, ale nie wie co, czegoś nie ma ale nie wie do końca czego - działka chyba nie do sprzedania".
Kiedy pozbierałam się trochę po cudzie narodzin :) ogarnęliśmy temat i po AŻ ośmiu miesiącach w lipcu podpisaliśmy akt notarialny.
Trwało to wszystko tak długo ponieważ:
- działka nie miała dostępu do drogi publicznej. Musieliśmy zakupić udziały w drodze ale nestety nie wiedzieliśmy kto jest właścicielem dróg (było ich kilku). W Zarządzie Geodezji i Katastru Miesjkiego nie chcieli podać adresów i nazwisk właścicieli pomimo że znaliśmy numery działek. Musieliśmy stoczyć bój żeby wreszcie te dane wydostać. Później chodziliśmy dosłownie po domach, żeby właściciele sprzedali nam udziały. A niektórzy o dziwo wcale nie byli chętni. Jeden z nich nawet tuż przed aktem notarialnym podnisł cenę o 150% :)
- robilismy badania geotechniczne gruntu (chcieliśmy mieć pewność przed zakupem czy rodzaj gruntu nie zwiększy nam czasem kosztów budowy
- załatwialiśmy warunki zabudowy (bez nich nie odważyłabym się zakupić działki)
- ktoś naopowiadał bajek sprzedającej że zalega z jakimiś opłatami ale na szczęście to okazało się nieprawdą
I tak 3 lipca 2015 r. byliśmy właścicielami naszego wymarzonego kawałka ziemi w Poznaniu.
Po naprawdę długich poszukiwaniach i analizach wybraiśmy projekt MILENA z dobre domy Flak & Abramowicz. Jednak został on dość znacznie zmieniony.
Oto nasza działka.

Zależało nam, żeby wszystkie cztery działki z każdej strony były zabudowane, ponieważ kiedy byłam mała nie słuchałam rodziców i po kryjomu oglądałam horrory, przez to teraz boję się w nocy i czuję się bezpieczniej keidy wiem że sąsiedzi są :)
Komentarze