MARZENIA O BUDOWIE W ZDERZENIU Z URZĘDNICZYM MUREM
Dodaj do ulubionych
Udostępnij
Działka zakupiona. 915 m jak na Warszawe brzmi nieźle. Wokół wyłącznie niska zabudowa, stadnina koni i świerszcze grają wieczorami....sielanka. Namiastka wsi w Warszawie, tego chcieliśmy. Będzie wymarzony ogródek. Plan miejscowy jest więc nic prostszego - trzeba budować. Z tą decyzją zaczął się nowy okres w naszym życiu - ćwiczenia odporności, radzenia sobie z bezradnością i urzędniczą złośliwością.
Niespodzianka 1.PROJEKT. Po trzecim podejściu projekt zakupiony. Plan miejscowy zakłada, że jedynie 30 % można przeznaczyć na budowę, a my jeszcze musimy zostawić 5 metrową służebność przejazdu do dwóch działek. Próbujemy..... ciągle coś się nie mieści. Bazujemy na projektach z pracowni Domy z Wizją. Po kilku przymiarkach projekt domu Nowoczesny 2 jest nasz. Obetniemy ;) tarasy i się zmieści w warunkach zabudowy.
Niespodzianka 2. OGRZEWANIE. Kupując działkę na terenie z planem miejscowym nic nie budziło naszych wątpliwości, aż do momentu gdy przyszło zdecydować o ogrzewaniu domu. I tu zapis w planie miesza nam szyki na 2 lata. Wyjścia legalne są dwa: pompa ciepła, albo gaz. Otrzymujemy kolejną odmowę odnośnie gazu. Nie opłaca się im dociągnąć go 240 m do działki. Otrzymujemy od gazowni propozycję, aby sfinansować łącze za ...54 tyś. Po przemyśleniach staje na pompie ciepła. Znaleźliśmy świetnego projektanta, bardzo miłego i kompetentnego. Nasza architektka doradziła nam gdzie szukać dofinansowania. Znaleźliśmy - możemy odzyskać 40 % z 88 tyś. Brzmi dobrze. Wniosek napisany, geodeta znaleziony, dodatkowe badania geologiczne zrobione, pieniądze wydane. O otrzymaniu wniosku decyduje kolejność poprawnie złożonych wniosków. Rusza termin, o 5 rano jesteśmy w urzędzie jako pierwsi. Miła Pani informuje nas o warunkach i dodaje, że od chwili rozpoczęcia inwestycji ( nie można zacząć przed przyznaniem dofinansowania) do chwili zakończenia i podłączenia pompy wraz z rozporowadzeniem ogrzewania) mamy 6 miesięcy na zakończenie. Kto w pół roku da radę zbudować dom i go wykończyć ?
GAZ. Wracamy do rozmów z gazownią oraz z właścicielami okolicznych działek. Też są zrezygnowani. Niektórzy odkładają inwestycję, innym się nie spieszy, niektórzy będą palić peletem lub ekogroszkiem. Nie wyobrażam sobie palenia węglem. To nie te czasy. Polska płaci ogromne kary za nadmierną emisję CO2, ludzie umierają na astmę, dzieci chorują na alergie w całym kraju, a nadal musimy się uciekać do palenia węglem? Przypomnę, że w warunkach nie ma zgody na inne niż gaz czy pompa ciepła źródła ogrzewania. Wracam do urzędu, pytam o plany i możliwości. Wydział architektury to chyba najgorzej kojarzące się miejsce w tej gminie. Pan naczelnik jest władcą absolutnym i bez pokłonów i całowania w stopy normalnie nic nie powie. Gazu w tej części gminy nie będzie przez 30 lat - słyszę tyle na odchodne.
Nie poddaję się. Składam wniosek ponownie. Spotykam się z organizacjami Warszawa bez smogu i Polska bez smogu z lokalnymi organizacjami. Rozmawiam z przyszłymi sąsiadami, aby zrobić coś razem - okazuje się że są naprawdę sympatyczni. Składamy kolejny, wspólny wniosek do gazowni. Dostaję odmowę na mój wniosek podobnie jak wcześniej sąsiedzi. Nie poddam się, uruchamiam kontakty i w Wyborczej pojawia się artykuł. Dwa dni później dzwoni pan z gazowni informując, że jeszcze raz dla pewności sprawdzili mój wniosek i jednak zmieniła się sytuacja i wysyłają mi decyzję pozytywną. Będzie gaz. Alleluja :) Moja działka jest ostatnia, więc i sąsiadom na pewno podłączą są " po drodze".
Niestety nic nie może pójść gładko. Kolejna wizyta u jaśnie wielmożnego naczelnika wydziału architektury. Plan miejscowy i warunki zabudowy określają wszystko nawet wielkość dziur w ogrodzeniach, aby mogły przechodzić nimi płazy czy drobne zwierzęta, ale nie mówi nam jasno co z drogami. Na planie drogi są zaznaczone. Planujemy ogrodzenie. Możemy odsunąć się max. 2 metry od granicy działki co wypada akurat w połowie bramy wjazdowej do sąsiada. Na planie jest jednak wrysowana droga dojazdowa. My oddajemy 2,5 metra na 24 m długości, sąsiedzi po drugiej stronie też 2,5 i mamy drogę. Niby proste, ale......jest jeszcze służebość przejazdu spisana aktem notarialnym już w momencie gdy plan istniał - notariuszka nie wiedziała my też nie. Oddajemy sąsiadowi na dojazd do 2 działek 5 m drogę. Też niby ok bo taka była umowa, ale .....nie możemy się ogrodzić zostawiając te 5 m służebności bo warunki pozwalają na 2m. Jeśli ogrodzimy całość terenu to 2 sąsiadów będzie jeździć przez nasze podwórko. Jeśli ogrodzimy się w granicy działki to i tak będziemy musieli z czasem ogrodzenie rozebrać, bo będzie stało w połowie drogi wrysowanej w plan miejscowy. I bądź tu człowieku mądry....... Pan naczelnik nie chciał słyszeć nawet pytania. Poszedł najpierw zapalić papierosa i odburknął, że jeśli mi ulży to mogę mu zadać pytanie, ale on słowem nie odpowie bo on tu jest naczelnikiem i nie ma obowiązku odpowiadać na niczyje pytania. Obecnie 15 m szerokości począwszy od mojej dzialki do działek po przeciwniej stronie to drogi dojazdowe prywatne, jedna obok drugiej. Czy nie łatwiej by było, aby gmina jasno powiedziała w jakim celu są na planie wyrysowane docelowe drogi? Przecież takie rzeczy najłatwiej załatwić teraz, gdy dopiero teren staje się wielkim placem budowy. Później nie będzie trzeba nic burzyć. Coś czuję, że z pozwolnie nici, bo raczyłam zakłócić słodkie lenistwo pana naczelnika. Nasz architektka powiedziała, że niestety tak często bywa. Odezwiesz się, a pan naczelnik potem już ci pokaże kto ma władzę jak tylko przyniesiesz dokumenty. Na siłę coś się znajdzie.
Komentarze