Popis dekarzy
Dodaj do ulubionych
Udostępnij

Dekarze, którzy kładli nam dachówkę to poczciwe chłopiska, jednak tym razem dali d... ciała na całej lini. Nie wiemu jakim cudem, ale wyszło tak, że dwa sztucery wylądowały w taki sposób, że rury spustowe trafiały na szczyty. Panowie pod naszą nieobecność oczywiście nie raczyli zapytać o to czy na 100% życzymy sobie fuszerki tj. skrzywionych batów (bo można było i tak).
Kiedy Paulina przyjechała i zapytała o poprawienie okazało się, że się nie da, nie da i raz jeszcze nie da. Teraz, z perspektywy czasu, wiemy na czym polegał problem. Dach był rozliczony, łącznie z rynnami, mimo że nie zamontowanymi. Panowie dotrzymali słowa i założyli rynny bez sknerczenia, niestety przyjechali odpieprzyć jak najszybciej to, co musieli i zniknąć, bo przecież parcia na $$ już nie mieli. Gdy przyszło co do czego, to pojawiły się lamenty i problemy z poprawieniem. Zaczęło się jęczenie, że trzeba ściągać rynnę, obróbkę, rozstawiać rusztowanie, w skrócie cały dzień roboty.
W końcu zrobili to inni dekarze (od podbitki) - przy okazji deszczowej pogody, gdy nie mogli pracować na dachu. Zajęło im to mniej niż 5 godzin, we dwójkę.
A nam na pamiątkę zostały w baranie/strukturze/elewacji 4 dziury po kotwach do załatania. Podobno nie jest to proste. Okaże się na wiosnę.

Komentarze