A teraz wnętrza :)
Górę już praktycznie wykończyliśmy ale jeszcze wiele pracy nas czeka












Górę już praktycznie wykończyliśmy ale jeszcze wiele pracy nas czeka












Jako iż troszkę mnie tu już nie było postanowiłem Wam pokazać jak nasz dom wygląda obecnie. Miałem go pokazywać etapowo ale wydaje mi się że to bez sensu. Będę Wam go pokazywał od teraz aż do ukończenia domu :)
Mam nadzieję że spodobają się państwu pomysły jakie tu z żoną wprowadzamy :) Chętnie obejrzę wpisy inny osób i zainspirują mnie one do dalszego wykańczania, a teraz ....
.... Fanfary .....
Dom w stanie obecnym :)



Witajcie!
Po zimowym przestoju postanowiliśmy ruszyć z murami.
Jak widzicie praca normalnie aż gotowała się w rękach i śniegi topniały :)



Jak widzicie nasza dziura w ziemi zaczyna przypominać dom. Cóż jeszcze długa droga do momentu w którym obecnie jesteśmy lecz powoli... :)
Po kilku dniach zbiliśmy skrzynie z drewnianych desek i pociągnęliśmy fundamenty wyżej.
A wyglądało to mniej więcej tak:

Potem wybieraliśmy ziemię ze "środka" fundamentów. Fakt - pracochłonne ale potem zasypaliśmy to czystym suchym piaskiem.
Efektem tego był taki oto widok:

Oczywiście wcześniej ułożona została kanalizacja i odpływy by później nie myśleć o tym. Oraz zabezpieczyliśmy fundament z obu stron czarną mazią która ma zabezpieczyć dom przed wilgocią.
I w takiej oto postaci pozostawiliśmy nasze fundamenty na zimę. Piasek w środku zimy trochę się osiadł więc poszła jeszcze jedna warstwa.
Naprawdę ładnie to wyglądało :)
Podbudowany zainteresowaniem publikuje następny etap budowy naszej budowy.
Lanie fundamentów.
Zaraz po papierach i tyczeniu minęło kilka ustawodawczych dni i postanowienie ... Lejemy fundament!!!
Pogoda nie dopisała. Lało jak z cebra. Jednak nastała troszkę lepsza pogoda i zaczęliśmy. Myślałem kopać koparką ale po konsultacji z ojcem uznaliśmy że łopatą i rydlem będzie taniej i mniej kłopotliwie ponieważ nie trzeba robić szalunków czy jak to tam się nazywa. Więc wbiliśmy łopatę i jazda. Ludzi do pomocy nie brakowało więc poszło to naprawdę szybko no i tanio :) Trochę się człowiek upocił ale płyny uzupełniło się po robocie.
Na dzień następny betoniareczkę się wprowadziło na budowę (tak, tak, wtedy nie było jeszcze obowiązku lania z "gruszki"), i powolutku, bez większego pośpiechu zalewaliśmy dziury w ziemi. Oczywiście zbrojenie było przygotowane dużo wcześniej i tylko wrzuciliśmy w ziemię i zalaliśmy. Nie wierzyłem ojcu że to będzie takie proste ale naprawdę ten system był ok.


Komentarze