4 lutego 2015 roku przyszedł Pan geodeta żeby podzielić działkę, mogę powiedzieć, że było to symboliczne "wbicie łopaty" :))) i tak to wszystko się zaczęło :) Najgorsze w tym wszystkim jest to czekanie i chodznie od Annasza do Kajfasza to z takim świstkiem, to po taki świstek. Kto przez to przechodził to rozumie o czym mówię, ale i tak nie było źle.:D :D Znajomi mieli bardziej pod górkę, to teren lęgowy żaby czy innego zwierza, albo trzeba było pana archeologa co by sprawdził czy pod zieloną trawką nie leży czasem Biskupin albo złoty pociąg. U nas obeszło się bez większych problemów, w międzyczasie był ślub, szwagier zaczął budowę więc się poszło pomóc i zacząłem chomikować materiały. To za drutem się pojeździło i poszukało gdzie taniej, deski mieliśmy od szwagra, (on załatwił dechy a ja później stęple pod strop i tak każdy coś skorzystał :)) no i najbardziej chodliwy towar w okilicy.... gruzzz. Dobry betonowo-ceglany rozchodzi się szybciej niż świeże bułeczki... a podjeździk trzeba było jakoś utwardzić za rozsądne pieniądze. Przy okazji dorwałem fajny materiał zasypowy za parę groszy, odpady z jednej betoniarni . A tak wyglądała budowa wjazdu i pierwsze grzebnięcie w ziemi.

Przpis na wjazd na budowę:
Parę 4-osiek gruzu bądź kamienia, kopara, zagęszczarka, brat (teść bądź szwagier:D)chęci, łopata i 4 pak. :)
zdjęcia z telefonu więc szału nie robią :D

Wersja alfa :)

Ztyrany brachol :)


I gotowe, zadowolone kurczaki przyszły na odbiór :) Wjazd wytrzymał do tej pory :D przetrwał wszelkiej maści ataki gruszek, 4-osiek, koparek i innych wynalazków...
Komentarze