Ciąg dalszy historii...
Dodaj do ulubionych
Udostępnij
Zakupiona działeczka czekała sobie dwa latka, by pod koniec 2009 roku przestać być działką a zostać placem budowy. Nie będę pisał o wszelkich formalnościach, bo to nic ciekawego i przyjemnego, choć nie było aż tak ciężko jak niektórzy uważają- być może mieliśmy trochę szczęścia:)
W każdym bądź razie, po długich poszukiwaniach, przewertowaniu dziesiątek katalogów i po burzliwych debatach z żoną udało nam się znależć projekt, który nam odpowiadał "prawie" w 100%. Wybór padł na "Dom we frezjach" z biura "Archon". To na czym nam zależało, to by był prosty i tani w budowie, a więc powierzchnia około 120 m2, dwuspadzisty dach a ponadto duuuży salon, by pomieścił nasze duże rodziny. A więc oto i on:








oraz rzuty poziome:


Pierwsza łopata, a raczej łyżka wielkiej koparki, została została wbita we wrześniu 2009 roku, trzy miesiące po narodzinach mojej cudownej córci Blaneczki:

Prace skończyły się wpaździerniku na takim oto etapie:
Miały być kontyuwane w roku 2010, ale z uwagi na różne koleje losu zostały wykonane tylko drobne czynności takie jak min. rozprowadzenie kanalizacji przez mojego przyszłego szwagra Michała:

wykonanie izolacji fundamentów i zasypanie ich przy udziale prawie całej rodziny. Ten z zagęszczarką to ja, a obok szwagier Radek:

mój zawsze skory do pomocy tata :)

tęściu i kolejny szwagier:
no i moja coraz większa córeczka Blaneczka:)

Niestety w 2010roku więcej nie daliśmy rady zrobić, ale za to w kolejnym, czyli bieżącym 2011, po uzyskaniu kredytu ruszyliśmy na poważnie... Ale o tym dopiero w kolejnym odcinku:)

Komentarze