Modern Gallery
Zgłoś naruszenie...
Wybierz jedną z poniższych opcji.
Ten komentarz dotyczy mnie lub znajomego:
atakuje mnie,
atakuje znajomego.
Komentarz dotyczy czegoś innego:
spam lub oszustwo,
propagowanie nienawiści,
przemoc lub krzywdzące zachowanie,
treść o charakterze erotycznym.
Napisz
PANEL

romanosie | Obserwuj

2011-12-03

Gres umyty - po raz pierwszy... Dodaj do ulubionych 

... ale na pewno nie ostatniZdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy... Czyli, że moje zamiłowanie do sprzątania wcale nie minęło - Szyszuniu, miałaś rację, mam tak samo, jak Ty: na "starym" nie chce mi się już nic robić, na "nowym" mogłabym latać z mopem (na razie tylko z nim albo ze szczotką ponieważ - póki co - mam nieco ograniczone możliwościZdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...). Pierwsze mycie Stonewood'a było bardzo... emocjonujące Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy... Kafle w okamgnieniu nabrały wyglądu! Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

 

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Jeszcze tylko fugowanie i... będzie można przewieźć pierwsze meble!Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Wczoraj znowu był dzień dostaw: przyjechał sprzęt AGD: lodówka, zmywarka i pralka. Wszystko kupiliśmy w sklepie "Ole!Ole!"  akurat trafiliśmy na promocję - po pierwsze: nic nie zapłaciliśmy za dostawę sprzętu (czyli jakieś trzy stówki zostały w kieszeniZdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...), po drugie wszystkie sprzęty objęte były programem "Nie kupuj kota w worku", który polega na tym, że wszystko zostało wniesone i rozpakowane - celem ocenienia, czy nie ma usterek, wgnieceń itp. - przez kurierów.  Przyjechał też - po długim oczekiwaniu - nasz bojler i podgrzewacz wody. Niestety - bojler uszkodzony i to znacznie - ma głębokie wgniecenie. Wygląda, jakby został uszkodzony podczas transportu. Radek spisał z kurierem protokół i już jesteśmy po rozmowie ze sprzedawcą: w poniedziałek wyśle nam nowy bojler, przy dostawie którego - odbierze ten uszkodzony. Także... znów czekamyZdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

 

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Radek zamontował pierwsze LED-y w otworach przeznaczonych na luksfery Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy... Muszę Wam powiedzieć, że całkiem sporo światła dają. Wiadomo - jak założymy "landrynki" zrobi się bardziej nastrojowo Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy... Póki co - wygląda to tak:

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

 

Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

Na dziś - to tyle Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy... Lecę zobaczyć, co tam u Was! Zdjęcie do wpisu: Gres umyty - po raz pierwszy...

2011-12-01

Ciągle bliżej celu! :D Dodaj do ulubionych 

Prosto po pracy zapakowałam siebie oraz Tatę do samochodu i udaliśmy się na małą inspekcjęZdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D To co zobaczyliśmy i... poczuliśmy, bardzo, ale to bardzo nas ucieszyło!

Przede wszystkim mam "widne" zdjęcia skończonej elewacjiZdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D Przymknijcie proszę oko na braki w marmolicie od frontu: na pewno - prędzej lub później - zostaną wyrównane. Z tyłu budynku - też brak marmolitu, ale tu jest to efet zamierzony - na prawie całej długości ściany planujemy bowiem taras. Tu gdzie słupy - półokrągły, a pod oknem od łazienki i sypialni - w kształcie prostokąta, taki w sam raz na rozstawienie suszarki z dopiero co upraną bielizną Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Muszę się Wam przyznać, że... uwielbiam patrzeć na drzwi wejściowe, gdy w środku świeci się światło! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

W środku - praktycznie już od progu - zaskoczyło nas... CIEPEŁKO!!! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D W końcu możemy zdjąć kurtki bez obaw, że zmarzniemy!!! A przez cienkie podeszwy wciąż jeszcze jesiennych kozaków (rok temu leżał już śnieg - pamiętacie???) mogłam poczuć, że podłogówka działa jak trzeba! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D Fenomenalne uczucie!!! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D Szkoda, że nie da się tego sfotografować - wtedy mogłabym się tym z Wami jeszcze mocniej podzielić! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Tuż za ścianą czekała kolejna miła niespodzianka - sami spójrzie:  nasza toaleta ma podłogę oraz... zamontowany kibelek! I wodę można spuszczać!!! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Droga Krisano - odpowiadam na pytanie z komentarza!Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D Otóż owszem, jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami niejakiej ROMY tyle, że... wciąż jeszcze jej nie rozpakowaliśmy. Podejrzewam, że za jakiś tydzień powinna już stanąć na miejscu przeznaczenia - wtedy zdam fotorelację - obiecuję! Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D Póki co w łazience na parterze mamy zamontowany grzejnik:

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Dotarły do nas przesyłki z zamówionym towarem. Każde z nas ma coś dla siebie: Radek - paski LED-owe do podświetlenia luksferów i kominka, ja - baterię zlewozmywakową firmy ALVEUS model Rapa Nui beż:

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

W związku z tym, że podczas hipotetycznego "meblowania" kuchni zlewozmywak "przesunął się" nam bardziej w prawo, trzeba było przesunąć rury - znów czeka nas gipsowanie:

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

Tuż przed wyjazdem z działki udało mi się jeszcze uwiecznić Męża podczas uszczelniania pianką drzwi wejściowych, coby nam nie wiałoZdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D:

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

Zdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

A jutro kolejny dzień pełen wrażeń: malowanie sypialni po raz drugi - pokażę Wam, co wymyśliłam na czerwonej ścianie oraz dostawa sprzętu AGD - zmywarki, lodówki i pralkiZdjęcie do wpisu: Ciągle bliżej celu! :D

 

2011-11-30

Grzejemy!!! Dodaj do ulubionych 

Dziś nadszedł przełomowy dzień dla naszego domu: p. Wiesio po raz pierwszy uruchomił nasz piec!!! Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!! Na razie testujemy tylko podłogówkę. Niestety nie byłam w momecie rozruchu pieca, ale... Mąż zdał relację przez telefon. Teraz siedzi przy piecu i go "obserwuje" i słuchaZdjęcie do wpisu: Grzejemy!!! Powiedział, że piec "prycha, stuka, pyka, świszcze i gwiżdże" Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!! I że podajnik pięknie podaje groszek na palenisko!!! Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

Zdjęcia zmontowanego i działającego pieca obiecuję zarzucić jutro, a póki co - dla Domiśki - fotki podajnika, który jeszcze wczoraj nie był zamontowany:

Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

Tyle przy tym piecu zaworów i liczników, że szok!!! Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!! Śmiałam się do. p. Wiesia, że Radek niepotrzebnie kafelkował ścianę w kotłowni, bo przecież można było tam powiesić instukcję obsługi pieca - taką - powiedzmy - ściągę wielkości mapy, którą w szkole na lekcji geografii na tablicy się wieszało! Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

 

Zdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

A jutro pokażę Wam, jak w przeciągu dnia dzisiejszego wypiękniała nam podłoga w toalecieZdjęcie do wpisu: Grzejemy!!!

Buziaki!!! Cmok, cmok! :*

2011-11-28

Nowy lokator w kotłowni! Dodaj do ulubionych 

Szyszuniu Kochana! Dziękuję za motywację do klejnego wpisu! Cmok, cmok :* :*! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! W weekend nawet na pięć minut nie pojechałam do Lapiska, bo cały mój czas wolny poświęciłam na doprowadzenie naszego gniazdka do stanu używalności (czym bliżej do przeprowadzki, tym mniej weny do sprzątania w naszym ciasnym mieszkankuZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!) oraz na rozliczeniu VAT-u budowlanego (cały 2010 wklepany, no i nawet uszczknęłam trochę faktur z 2011 - przed końcem roku wniosek powędruje sobie do US - kasa potrzebna od zaraz!!! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!)

Dlatego opublikowane teraz zdjęcia będą cieplutkie, bo... robione dokładnie kilka godzin temuZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Zacznę może od naszego salonu, którego podłoga nabrała kształtów niemalże ostatecznych. Nieśmiało przyznam, że... napatrzeć się na nią nie mogę!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! I ta fala! Ja wiem, że za brak skromności ląduje się w ogniu piekielnym, ale... no cóżZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!!!! Pięknie nam to wyszło!!! Bo ojców sukcesu jest kilku: ja i Radek - wybraliśmy płytki, mój Brat, Wojtek - narysował falę, którą wskazałam palcem jako tę właściwąZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!, no i - oczywiście - Bartek, który wykonał to, co najważniejsze, czyli położył gres we właściwy sposób. I teraz nasz salon prezentuje się cu-do-wnie!!!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Sami spójrzcie:

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

 

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

 

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Korytarzyk przy schodach również ukazał się w nowej "szacie"Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Wszystko nabiera wyrazu, układa się w całość... a jeszcze rok temu wydawało mi się, że do takiego etapu to ho, ho i jeszcze trochę! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

W kotłowni zamieszkał nowy mieszkaniec, który będzie stał na straży domowego ogniska, czyli... dbać będzie o to, żeby nam tyłki nie marzły i żeby ciepła woda z kranów płynęła! Panie i Panowie - oto i on: nasz wyczekany i wytęskniony PIEC - za sprawą p. Wiesia zajął przeznaczone mu miejsceZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Hmmm... A cóż to za blond peruka??? Czyżby nasz piec był... kobitką??? Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Tyle wewnątrz! A co na zewnątrz? Dzięki wysokim temperaturom udało się skończyć elewacjęZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Front Lapiska nabrał kolorów...

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

...i fundamenty w końcu przestały być szare - zabrakło nam trochę marmolitu, dosłownie "tyci-tyci". I nie bardzo nam się uśmiecha kupować całe wielkie wiadroZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Kolorowe są też słupy tarasowe, ale - w tych egipskich ciemnościach - ciężko było im zrobić zdjęcie - nadrobię to w najbliższy weekendZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

 

A teraz wiadomość specjalna dla Domiśki! Kochana! Bierz no sobie dwa tygodnie urlopu w Deutschlandii i wracaj do PL!!! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Wielkiego pożytku Niemcy z Ciebie mieć nie będą, bo... montaż mebli kuchennych zaplanowany u nas na koniec następnego tygodnia (fajowy prezent na Mikołajki nam się szykuje!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!). A ponieważ przyrzekłaś kciuki trzymać, żeby mi się moja kuchnia podobała tak samo jak Twoja Tobie - no to sama rozumiesz: z tymi zaciśniętymi kciukami to tak średno wydajny człowiek w pracy jest!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! A dwa tygodnie trzymać będziesz! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

 

Ponadto trwają u nas wybory: oświetlenia, armatury łazienkowej (czy Wy wiecie jak trudno jest znaleźć ładną baterię umywalkową z automatycznym korkiem i w satynowym kolorze??? A taka właśnie mi się "umyśliła"Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!) i kuchennej oraz "pstryczków-elektryczków". O naszych wyborach, które łatwe nie są, bo przecież "diabeł tkwi w szczegółach", będę Was informować na bieżąco. W niedzielę pojechaliśmy do Leroy Merlin celem obejrzenia oświetlenia właśnie i... jakoś nic mnie na kolana nie powaliło, a jak już powaliło to dwukrotnie: raz urodą, dwa - masakrycznie wysoką ceną!!! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Dlatego szukam oświetlenia w necie i już! Się z domu w tym celu nie ruszę, bo mam wrażenie, że mi się w tych sklepach zera w oczach mnożą!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Żeby jednak nie było, że do LM na próżno pojechaliśmy to uroczyście zaświadczam, że każde z nas coś dla siebie znalazło. Otóż - na użytek wspólny staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami szafki i umywalki do toalety (ku naszemu zdziwieniu w opakowaniu zbiorczym było też... lustroZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!). Na razie wygląda tak:

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

A będzie prezentować się następująco:

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Ponadto Mąż zaopatrzył się w nową zabawkę: odkurzacz przemysłowy w komplecie z odkurzaczem kominkowym (mam nadzieję, że cała trójka będzie "zintegrowana"Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!, chociaż sama też liczę na współpracę, zwłaszcza z "tym czerwonym" - razem damy radę kurzowi, mam nadzieję!!!Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!):

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

 

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Ja natomiast nie przeszłam obojętnie obok wyprzedaży doniczek i stałam się właścicielką jednej dużej, dwóch pękatych oraz dwóch osłonek do storczyka - na razie stoją sobie grzeczie i czekają na kwiatuchyZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Oficjalnie też oświadczam, że spakowałam pierwsze przeprowadzkowe pudełko! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Co prawda jest niewielkie, ale zmusiła mnie do tego sytuacja: żadna z przypraw już więcej nie spadnie mi na głowę po otworzeniu górnej szafki!!! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni! Czemu? Bo to właśnie przyprawy powędrowały do pierwszegoo pudełkaZdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Na dziś to wszytko! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!Zmykam, bo ziewam już tak, że jeszcze chwila i monitor pochłonę!!! Zdjęcie do wpisu: Nowy lokator w kotłowni!

Spokojnej nocki Wam życzę!!! :*

2011-11-24

O tym, co też w banku spotkać Was może Dodaj do ulubionych 

Myślę, że temat ten zainteresuje tych z Was, którzy mają lub mają zamiar mieć kredyt na budowę domu. Od razu uprzedzam, że wpis będzie długi i pozbawiony zdjęć, ale tego wszystkiego nie da się opisać w dwóch słowach.

Zacznę od początku. Kredyt wzięliśmy latem ubiegłego roku. Jego warunki wskazywały na to, że wypłata kredytu odbędzie się w czterech transzach. Dwie pierwsze dostaliśmy od razu - przeznaczyliśmy je na budowę domu do SSO. Za pieniądze z trzeciej transzy zrobiliśmy wszystko od SSO do teraz. No i przyszła kolej na transzę czwartą, której wypłata zaplanowana była na marzec 2012. Stało się jednak tak, że prace poszły tak szybko, iż zmuszeni byliśmy wypłacić ją wcześniej. I tu zaczyna się cała opowieść o perypetiach bankowych z "fachowcem". To taki trochę śmiech przez łzy. Bo teraz to nas cała ta sytuacja śmieszy, ale - uwierzcie mi - jak tak siedzieliśmy bezczynnie w oddziale banku, w oczekiwaniu na informację lub poradę, to cholera mnie brała!  Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może

Gdy w ubiegłym roku podpisywaliśmy umowę kredytową, byliśmy pod wrażeniem Pani, która była naszym opiekunem z ramienia banku. Osoba niezwykle kompetentna, specjalistka w swojej dziedzinie, a przy tym bardzo serdeczna i życiowa. Relacja z nią była bardzo konkretna i poukładana, na zasadzie "pytanie-odpowiedź". Byliśmy mile zaskoczeni obsługą i niejeden raz ją chwaliliśmy. Aż tu niespodzianka: nasz opiekun zachodzi w ciążę, idzie na macierzyński, a na jego miejsce przychodzi nowa osoba na zastępstwo. I tak zaczyna się ta gorzka część przygodyZdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może. Gdy Radek na wiosnę 2011 podpisywał dyspozycję wypłaty trzeciej transzy - pani A. jeszcze nie było (pewnie przechodziła przez sidła i pułapki rekrutacji). Wtedy zajął się nim i dopilnował wszelkich formalności kierownik placówki. Wszystko poszło sprawnie i szybko - cała procedura zajęła raptem kilka dni. Pani A. pojawiła się jakoś latem. Najpierw zadzwoniłam do banku, odebrała ona, czyli nasz nowy opiekun. Powiedziałam jej z czym dzwonię (pytałam o to, czy istnieje możliwość wcześniejszej wypłaty ostatniej transzy kredytu hipotecznego), ona na to, że jest nowa i nie wie, ale żebym podała jej numer, to ktoś się do mnie w tej sprawie odezwie. I rzeczywiście - po jakichś dwóch godzinach zadzwonił do mnie taki miły pan i powiedział, że istnieje taka możliwość, ale wiąże się to z koniecznością podpisania aneksu do zwartej umowy (koszt 200 PLN) oraz wcześniejszej oceny postępów prac budowlanych przez rzeczoznawcę. Ok - wszystko jasne. Cieszyliśmy się, że jest taka możliwość, bo to oznaczało dla nas tyle, że nie będzie przestoju do wiosny 2012, który związany byłby oczywiście z brakiem kasy. Super! 05 października pojechaliśmy do banku (od nas to prawie 80 km w jedną stronę), żeby od ręki załatwić sprawę. No i w końcu mieliśmy przyjemność osobiście poznać p. A. Siadamy, mówimy w jakim celu przyjechaliśmy (w sumie to wiedziała to już wcześniej, bo Radek do niej dzwonił) i... okazuje się, że ona nic nie wie! W naszej obecności dzwoni do siedziby banku, pyta jakie dokumenty powinna z nami podpisać, żeby uruchomić ostatnią (i teraz cytuję!!!) "no tę... no ostatnią... no tą... przy kredycie... yyy, takim dużym... yyy... na budowę domu... yyy! " No mówię Wam! Siedziliśmy przed nią jak zaczarowani! Pierwszy raz w życiu spotkałam się z takim zjawiskiem! Radek siedział i - jak sufler - w strategicznych momentach podrzucał właściwe kwestie typu "transza" czy "hipoteczny"! Po całej tej farsie p. A. z rozbrajającą szczerością, bez cienia zażenowania wyznała nam, że... ona nie ma wykształcenia związanego nawet w nikłym stopniu z bankowością!Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może A my dalej nie potrafimy się z szoku otrząsnąć. Dobra! Potem przydarzyło się tak, że Radek zgubił gdzieś swój portfel, a wraz z nim - oczywiście - wszystkie karty bankowe. No i co? No i dawaj dzwonić do p. A., żeby wystawiła nam drugą kartę kredytową (płatności kartą kredytową to jeden z warunków obniżenia oprocentowania kredytu). Ona na to, że "nie ma problemu" , że wystawi duplikat. Po dwóch tygodniach od zgłoszenia - karty nadal nie ma! Huk! Radek już do niej nie dzwoni, bo - nauczony doświadczeniem - wie, że to nie ma sensu. Ona zazwyczaj jak odbiera to i tak nic konkretnego nie powie, mówi że się dowie i oddzwoni, potem nie dzwoni, więc dzwonimy my, tylko po to, żeby usłyszeć, że "ona się tą sprawą jeszcze nie zajęła, bo miała dużo pracy"! Krew człowieka zalewa!Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może

Dobra! W końcu nadszedł moment, w którym to p.A. zadzwoniła, że nasz wniosek został rozpatrzony, decyzja banku jest pozytywna i możemy przyjechać podpisać aneks. Pytamy: "kiedy"? Ona mówi, że ..."nie wie", ale... "zadzwoni i poinformuje". To było w czwartek przed 01. listopada. Oczywiście pani nie oddzwania, więc dzwonimy my - w końcu udaje nam się ustalić, że mamy być u niej w środę, 02.11., do godz. 16:30. O 16:00 jesteśmy na miejscu, a ona zakoczona pyta: "Czemu tak wcześnie?" zapewniając jednocześnie, że wszystko jest na nasz przyjazd przygotowane. No! A potem zaczyna się komedia bez antraktu, którą opiszę Wam w punktachZdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może:

  1. Na wstępie p.A. szuka aneksu, który "miała pod ręką", ale który dostał nóg i już go nie ma! Dwadzieścia minut przeszukuje swoje biurko, potem robi to samo z biurkami kolegów - NIC!!! Aneksu brak! W ramach przeprosin chyba - częstuje nas wygrzebanymi z szuflady cukierkami.
  2. Po tym czasie wpada na genialny w swej prostocie pomysłZdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może, że szybciej jednak będzie wydrukować nowy aneks, bo tego, który miała przygotowany chyba nie znajdzie. Uwaga! NIE POTRAFI WYDRUKOWAĆ DOKUMENTU Z SYSTEMU!!!Niedowierzamy własnym oczom, ale Radek postanawia wybawić ją z opresji i jej pomóc  z wydrukiem - hurrra! Sukces! Aneks się wydrukował, chociaż p. A. czekała na niego przy innej drukarce, a on wyszedł jeszcze na innej - ku jej zaskoczeniu.
  3. Dobra! Mamy aneks, czytamy go - wszystko ok. Pytamy, czy wcześniejsza wypłata ostatniej transzy zmienia również termin rozliczenia kredytu przed bankiem. Ona co?  NIE WIE oczywiście!!! Dzwoni po oddziałach - nikt nie odbiera (pewnie wszyscy mają jej już po kokardy). W końcu doczytujemy, że nie wpływa - laska może odetchnąć z ulgą - jeden problem z głowy! Aneks zostaje podpisany.
  4. Co dalej? Dalej geniusz daje nam do podpisania dyspozycję wypłaty. Jesteśmy w ciężkim szoku, bo wcześniej mówiliśmy jej o tym, że przed dyspozycją była inspekcja. Wymieniamy z Radkiem spojrzenia i... składamy podpisy - w końcu ona jest tu fachowcem, tak? No to chyba wie, co robi. Taką mamy nadzieję.
  5. W końcu pada pytanie na temat karty kredytowej, której wciąż nie ma. Pani A. zapiera się, że ona zgłosiła gdzie trzeba prośbę o wydanie duplikatu karty. Radek mówi, że on karty kredytowej nie dostał, ale dostał kartę debetową, której nigdzie NIE ZAMAWIAŁ. Patrzę - mój Mąż krzyżuje ręce -  w duchu myślę: "Laska zacznij działać, bo on jest u kresu wytrzymałości i zaraz eksploduje!" Cóż się okazało? Po kolejnym telefonie p. A. ustaliła, że NIEMOŻLIWE JEST wydanie DUPLIKATU karty kredytowej!!! Można wystawić nową, a starą zablokować!!! Natomiast p.A. nie umiała tego zrobić, więc w zamian za to... BEZ NASZEJ ZGODY I WIEDZY wystawiła KARTĘ DEBETOWĄ!!!
  6. Na pytanie - czy nieużywanie karty kredytowej przez okrągły miesiąc wpłynie na podwyższenie oprocentowania kredytu, p.A. odpowiada, że... "bank przymknie na to oko"!!! Potem - już na infolinii dowiedzieliśmy się, że musimy napisać w tym celu informację do banku o tym, że karta została zagubiona - bez tego bank "oka nie przymknie"!
  7. Na sam koniec p.A. dała popis przy zmianie danych adresowych - chcieliśmy zmienić adres do korespondencji. Ona tego systemowo zrobić nie potrafiła, więc znów trzeba było jej pomóc - tym razem ja wkroczyłam do akcji! Ma-sa-kra! Tylko tyle można powiedzieć!

No i co? Rozbawieni? Zaskoczeni? Podłamani? Takich mamy - Moi Drodzy - specjalistów!!! Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was możeJa na miejscu tej dziewczyny - spaliłabym się ze wstydu! A ona nic! Nawet raka nie spiekła! Jedyne co, to ciągle powtarzała "przepraszam" - aż mnie mdliło od tego! 

Koniec końców był taki, że po kolejnych "x-nastu" telefonach, w których p.A. zapewniała nas, że wszystko jest w porządku i żadnych dokumentów do uruchomienia ostatniej transzy nie brakuje, przestaliśmy do niej dzwonić, a zaczęliśmy zasięgać informacji na infolinii banku. O dziwo - tutaj jej nazwisko było bardzo znane (widać nie tylko nas tak "profesjonalnie" obsługiwała). W ubiegły piatek zadzwonił do nas człowiek z siedziby banku informując, że przejmuje sprawę, przeprasza za niesubordynację koleżanki i zapewnia, że wypłata naszej transzy jest dla niego priorytetem. We wtorek był u nas rzeczoznawca (bo to całe oczekiwanie i zawieszenie w próżni spowodowane było właśnie przez to, że p.A. "zapomniała" o inspekcji!!!), porobił zdjęcia, wysłał protokół do banku, a już wczoraj - dokładnie jeden dzień po inspekcji i trzy tygodnie po podpisaniu aneksu - kasa wpłynęła na nasze konto. Jeszcze nie widziałam nikogo, kto tak bardzo jak my wczoraj, cieszyłby się z kredytu! Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was możeTeraz prace znów nabiorą rozpędu, a to oznacza, że... przeprowadzka coraz bliżej!!!  Zdjęcie do wpisu: O tym, co też w banku spotkać Was może

 

romanosie Obserwuj bloga
statystyki bloga
Odwiedzin bloga: 85528
Komentarzy: 3573
Obserwują: 221
Wpisów: 298 Galeria zdjęć: 1529
Projekt LAPIS 2
BUDYNEK - dom wolnostojący , parterowy z poddaszem bez piwnicy
TECHNOLOGIA - murowana
MIEJSCE BUDOWY - ok. Sochaczewa
ETAP BUDOWY - VII - Wykończenia
Polecane linki
mojabudowa.pl - puchar
I Nagroda w konkursie na Budowlany Blog Roku 2011