Modern Gallery
Zgłoś naruszenie...
Wybierz jedną z poniższych opcji.
Ten komentarz dotyczy mnie lub znajomego:
atakuje mnie,
atakuje znajomego.
Komentarz dotyczy czegoś innego:
spam lub oszustwo,
propagowanie nienawiści,
przemoc lub krzywdzące zachowanie,
treść o charakterze erotycznym.
Napisz
PANEL

romanosie | Obserwuj

2012-01-31

Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Dodaj do ulubionych 

...mam i ja! Bo chyba tak najwłaściwiej określić można "przygód ciąg dalszy" z meblarzemZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Kasiu Rysiowa - teraz nastąpi odpowiedź na Twoje jakże konkretne pytanie - dowiesz się "I co??????"Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... W zasadzie odpowiedź jest dość krótka i brzmi... "niewiele".

Otóż pan meblarz pojawił się u nas w poniedziałek lub wtorek tydzień temu, zabrał szafki, które trzeba było poprawić, tzn. szafkę znad lodówki, słupek z butelczarką i witrynę. I muszę przyznać, że już w czwartek wszystko to nam odwiózł, wraz z MOIM - własnoręcznie i własnoocznie wybranym - blatem: delikatnym, subtelnym i jaśniutkimZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... I NAWET boki szafy wiatrołapowej dojechały (to niiic, że po dwumiesięcznym opóźnieniuZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...) - wyobraźcie sobie, że NAWET w takim kolorze, w jakim je pierwotnie wybrałam - tym razem pan meblarz, widać, umowę przeczytałZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Ciekawam, czy lacobel też dobry przywiezie, tzn. biały? Się okaże! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Ale - no bo przecież jakieś ale musi być, nie? Butelczarka woła o pomstę do nieba! Po pierwsze - fronciki są za wysokie i zdaniem pana meblarza jak zrobi trzy miejsca na butelki to (i tu cytat): "co najwyżej Tymbarka sobie Pani tu położy! I to małego!", po drugie - fronciki zostały przesunięte, a to oznacza, że na boku korpusu widać już nie sześć zaślepek, a... dwa razy więcej! Oczek jak w sicie po prostu! W rozmowie telefonicznej powiedziałam panu meblarzowi, że ma coś tak wymyśleć, żeby miało to ręce i nogi, i żebym znów nie musiała się rozczarować. Coś mi tam tłumaczył, że coś zetnie, coś tam zrobi itp. Ale wiecie jak to jest - po przygodach z nim wolałam nic "nie ścinać", bez uprzedniego zobaczenia, jak to będzie wyglądało. Umówiłam się, że czekam na rysunek butelczarki po tym, jak już ją "zetnie", bo chcę zobaczyć jak to będzie "po" i dopiero zdecydować, czy tak chcę. Miałam dostać maila - nie dostałam... Natomiast butelczarka została jednak ścięta, tzn. (żeby tak obrazowo wyjaśnić) nie ma "dachu" na najwyższym poziomie i chyba brak jej jeszcze jednego, górnego właśnie - fronciku. Pan meblarz się porządził, ja z nim tego nie uzgodniłam ostatecznie, więc... butelczarka będzie poprawiana do skutku. Nie może być tu fuszerki, bo to jest element, który ma przyciągać wzrok, jest widoczna z salonu!!! Witrynka też do poprawy. Owszem - została pogłębiona i teraz ma głębokość taką samą jak słupek z piekarnikiem i mikrofalą, ale... pan meblarz nie zmienił kierunku otwierania się drzwi, które powinny otwierać się na prawo, a otwierają się nadal na lewo. Także tylko jedną szafkę udało mu się bezbłędnie poprawić - tzn. pogłębić szafkę nad lodówką. No i blat dowiózł właściwy - na tym sukcesy się kończą. Bo widzicie - umowę p. meblarz przeczytał, ale... chyba o protokole reklamacyjnym tym razem zapomniał... No cóż... Ja mam czas... Poczekam... A denerwować się już nie mam zamiaru, bo... zaczyna mnie to trochę śmieszyć - ot jakieś niestandardowe poczucie humoru mi się "załączyło"!Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

W każdym razie - to, co przyjechało - oczekuje na montaż. leżakując w garażu.

Nieszczęsna butelczarka i witryna. Generalnie ścięta góra mi nie przeszkadza... Grunt, żeby od frontu to wyglądało, a nie straszyło dziurami że hoho! Wkurza mnie natomiast ilość zaślepek po bokach! Wszystko to będzie widać!!! Witrynka stoi tu do góry nogami - jak stoi w ten sposób - to otwiera się na dobrą stronę... Ale szuflada ma być na dole - i wtedy jest klopsZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

To ciemne - to boki szafy do wiatrołapu. Będzie im towarzyszył zdobnik z białego lacobela. A to jasne za tym ciemnym - to mój wytęskniony i wyczekany blat! Już nie mogę doczekać się montażu! Miał być w tym tygodniu, jutro nawet, ale... póki co p. meblarz nie dzwoni z zapowiedzią swojej wizyty...

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

No i zbliżenie na blat - prawda, że ładniejszy od poprzedniego? Lepiej będzie się komponował z frontami:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

No dobrze - to tyle o meblach kuchennych. Wierzę, że w końcu nadejdzie taki moment, kiedy zakończymy trudną współpracę z p. meblarzem i będziemy mogli w pełni cieszyć się swoją kuchniąZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 

Uwaga! Teraz będę chwalić! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Bynajmniej nie "się", tylko mojego kochanego Męża. Bo ja też mam swojego Bohatera! Tyle, że nie Rysia, ale też na "R", bo Radka - może być, nie? Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... No i ten mój Mąż Radek, to wiecie co zrobił??? Zamontował oświetlenie na parterze naszego domu!!!Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Tzn. jeszcze brakuje nam oświetlenia do wiatrołapu i do małego pokoiku, ale... zawsze to "bliżej niż dalej", jak mawia moja MamaZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... I w bardziej cywilizowanych warunkach! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Tak prezentują się kryształki w łazience. Na suficie:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

I nad lustrem:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Na żywo wyglądają naprawdę pięknie. Choć nie są duże - dają fajny efekt rozproszonego, ciepłego światła. Do tego te mieniące się w nim koraliki. Kinkiety nad lustrem odbijają się od jego tafli, więc efekt jest taki, że... mamy z nich dwa razy więcej światła. Jestem bardzo zadowolona z wyboruZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 W części dziennej parteru zawisły falowane żyrandole LEO w kolorystyce wenge+chrom. Ich kształt nawiązuje do fali na podłodze. Część wypoczynkową oświetlają cztery kolsze, jadalnianą - trzy, kuchnię - dwa, a komunikację - pojednynczy. Zastanawiamy się jeszcze jakie oświetlenie zakupić nad barek? Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 

Korytarzyk przy schodach oświetla ciepłe światło ledów, które dostały takie oto oprawki:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

A w sypialni - póki co - sufit ozdabia żyrandol, który kiedyś dostaliśmy od mojej Siostry - muszę przyznać, że idealnie komponuje się z kolorystyką mebli, więc na razie będzie sobie wisiał, chociaż po głowie już kołacze mi się pomysł, na nieco inne oświetlenieZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 

Teraz czas na małe sprostowanie - na prośbę mojej SiostryZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Otóż swego czasu pisałam o nowym mieszkańcu naszego domu - o kotce Luśce - pamiętacie? Czas na sprostowanie, w którym to dużą rolę odegra moja Siostra właśnie. Jakiś czas temu, przeprowadziła się ona na wieś... A że dobre serce ma i żal jej było kotów, które - wychudzone, głodne, chore i dzikie błąkały się po okolicy, zaczęła je dokarmiać tym, co zostawało  po obiedzie. Wśród tej watachy była właśnie Luśka, która - jako jedna z niewielu, zaufała człowiekowi. Najpierw czekała, aż Siostra stanie w bezpiecznej odległości od miski z jedzeniem. Potem dawała się głaskać, ale tylko wtedy, gdy jadła... Później przestała być taka płochliwa - nie dość, że siedziała na podwórku jak u siebie, to jeszcze dostawała najlepsze kąski i była głaskana ile wlezie. Siostra nie mogła jej zabrać do siebie, bo miała już jedną kotkę, a jej Lotka i moja Lusia - niekoniecznie się polubiły, niestety. Wiosnę, lato i jesień - Lusia spędzała na kocyku na tarasie. Mrozy zaś - we wiatrołapie u Siostry. Jeszcze rok temu Lusieńka była taka chuda, że... przedstawiała sobą widok największej nędzy i ropaczyZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Raz, dwa razy do roku miała oczywiście kocięta, z których szanse na przeżycie miało niewiele. Jak się na nią patrzyło to uwierzcie - łzy w oczach stawały. Ubłagałam Męża, żebyśmy ją wzieli do siebie po przeprowadzce do Lapisa. Na szczęście się zgodził - widać ta kupka futrzanego nieszczęścia skradła i Jego serce. I tak oto Lusia zaczęła swoje nowe, lepsze życie. Najpierw zajęła się nią moja Siostra - podpasła chudzinkę, wyleczyła z choróbska i przezimowała aż do grudnia, kiedy to Lusia - w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia przyjechała z nami do swojego nowego domu. Po drodze - ze strachu zapewne - kicia płakała rozpaczliwie i - po ucieczce z transportera dla kotów - podrapała nogi Radkowi. Przez kilka pierwszych dni siedziała tylko i wyłącznie w pokoju, który potem przekształcił się w naszą sypialnię. Później zaczęła zwiedzać resztę domu, sprawdzać, gdzie może wejść i na ile sobie pozwolić. Odkąd odkryła podłogówkę w salonie - nie chce z niego wychodzićZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Szuka najcieplejszego miejsca na podłodze i wygodnie się na niej wyciąga. Nie boi się już tego, co wcześniej przyprawiało ją o panikę. Wie, że szczotka do zamiatania nie służy do bicia koteczków, że nogi Radka nie kopią, że jak ktoś się do niej schyla, to nie po to, żeby złapać za ogon i podnieść do góry. Zawsze może liczyć na jakiś dobry kąsek. Gdy widzi, że robię coś w kuchni, siada przy moich nogach i cichutko miauczy na znak, że chętnie coś zje. Obecnie śpi na leżaku, który specjalnie dla niej Radek zniósł z góry i przykrył kocem. Na łóżka nie wchodzi - no chyba, że tylko po to, żeby ogrzać mi nogi podczas drzemki - taki mały, prywatny, mruczący grzejnikZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Jeśli chodzi o mruczenie właśnie - to wystarczy się do niej odezwać i już zaczyna się "murmurando". Wieczorami siadamy na podłodze, a kiciusia siada pomiędzy nami, bo wie, że znajdą się tu cztery ręce, który wygłaszczą ją po grzbiecie i podrapią za uszami. Pewnego razu zaskoczyła nas tym, że położyła się na plecach i odsłoniła do głaskania cały brzuch! W mądrej książce o kotach przeczytałam potem, że takie zachowanie u kota wskazuje na to, że darzy nas maksymalnym zaufaniem. Do tego jest to kot, który.... nie wie do czego ma pazury - ani razu nie zdarzyło się, żeby nas nimi potraktowała (oprócz incydentu w samochodzie, ale to ma swoje uzasadnienie). O takim kocie właśnie: nie psocącym, mruczącym i inteligentnym, marzyliśmy! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...Kolejne marzenie spełnione! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... To nic, że ma oberwane uszy - dla nas jest i będzie najpiękniejszą kicią na świecie! Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Tyle o zwierzęciu udomowionym. A oprócz niego mam okazję poobserwować te naprawdę dzikie. Tydzień temu, tuż za naszą działką, przechadzały się dwie cudnej urody sarny, w ubiegłą niedzielę były jeszcze bliżej i aż cztery, ale zanim zdążyłam odpalić aparat - coś je spłoszyło i uciekły w podskokach:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

 

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

A dziś odwiedziły mnie trzy bażanty - kolorowe, więc... to były samce. Czujne są jak nie wiem! Jak tylko otworzyłam okno, żeby zrobić im zdjęcie - odleciały z krzykiem i został tylko jeden:

Zdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

Na dziś to tyleZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY... Pewnie zamęczyłam Was tym wpisem, ale... tak długo mnie nie było, że nie mogłam teraz niczego pominąć. Obiecuję, że teraz postaram się być bardziej na bieżącoZdjęcie do wpisu: Każdy ma swoje NEVER ENDING STORY...

2012-01-19

Kuchenne poprawki... Dodaj do ulubionych 

...zbliżają się do nas wieeelkiiiimi i jednocześnie woooolnyyyymiiii krokami. Właśnie wykonałam telefon do p. meblarza. I co? I nie będzie u nas jutro - tylko pojutrze, najdalej w poniedziałek lub we wtorekZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki... Wiedziałam, że poślizg będzie. Ale co ja się tam będę denerwować? Nic mi to nie da, tylko znów będę chodzić jak kupka rozedrganego nieszczęścia i burczeć na "boguduchawinnych", którzy mi się pod nogi nawinąZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki... Nie będę i już! Zdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...

W każdym razie NASZ blat podobno już jest. NASZ to znaczy ten, który wybraliśmy, a nie ten, który nam zamontowali (to wtrącenie dla tych, którzy nie czytali wpisu o perypetiach kuchennych). Meblarz czeka jeszcze na front do szafki nad mikrofalą. A ja w głowę zachodzę, jak też on poprawi nam szafkę nad lodówką i witrynkę, które nie są tak głębokie jak być powinny? Czyżby przywiózł gotowe korpusy i tylko fronty przełożył? No bo chyba o jakimś sztukowaniu to tu mowy być nie może, prawda? No nic - poczekamy-zobaczymy. Póki co umówiłam się z nim, że dzień przed montażem oczekuję telefonu. Muszę wypakować przecież z szafek wszystko to, co do nich miesiąc temu wpakowałam. Mam nadzieję, że nasza kuchnia nabierze takiego wyglądu (tzn. oprócz lodówki, która ostatecznie nie jest zabudowana), jak na poniższej wizualizacji, do której to niestety nasz pan meblarz sobie w porę nie zajrzał - i stąd te wszystkie buble:

Zdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...

Prace na poddaszu wciąż trwająZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...Zaczynamy już włączać tam grzejniki: żeby chłopakom było choć trochę cieplej. Na szczęście ciepełko już tak szybko się stamtąd nie ulatnia, więc nie jest to bezsensowne działanieZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki... Radek wczoraj mi mówił, że duża sypialnia jest już w płytach k-g. Z lekkimi obawami czekam na moment docierania - ach ten kurz. Oblukałam sobie troszkę naszą zabudowę schodów i tak sobie pomyślałam, że jak pozatykam pionowe szpary na łączeniu płyt (np. taśmą samoklejącą), a pod progiem położę wilgotny ręcznik - to w sumie pył nie powinien mi się przedostać na dółZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...

No dobrze - na teraz to wszystkoZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki... Jeśli wieczorem czas pozwoli, to może cyknę kilka fotek na poddaszu i tę zabudową od "frontu" - to się z Wami zdjęciami podzielęZdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...

 

Buziaki! Zdjęcie do wpisu: Kuchenne poprawki...

2012-01-12

Po świąteczno-noworocznym lenistwie... Dodaj do ulubionych 

...wykańczania ciąg dalszyZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... Na dole zostało nam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia:

- obudowa kominka

- obrzucenie marmolitem "nagich" ścian wiatrołapu

- położenie płytki pod okapem w kuchni

- doprowadzenie do przyzwoitości ścianki z brzuszkami - tak, żeby nie wystawały zza niej meble kuchenne - a potem malowanie caffe latte

- na sam koniec zostawiamy sobie aranżację pokoju dla naszego Bąbelka - gdy tylko się dowiemy, kto będzie mieszkańcem pokoiku wybierzemy farby i stworzymy śliczny, kolorowy pokoik Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...Mam nawet ambitny plan własnoręcznego malowania misia na ścianie - zobaczymy, czy mi zapał nie minieZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

 

A tymczasem Pan Andrzej szaleje z wełną na poddaszu - jest tam coraz cieplej i przytulniej, i wiatr nie ma jak się przedostać, żeby hulać nam nad sufitem!Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... Dziś wdrapałam się na górę, żeby upamiętnić ten stan: łatwo nie było, bo musiałam się grubo ubrać (Mąż pilnuje, żeby nie powtórzyła się powtórka z grudniowego chorowania) i wtarabanić po schodach zastawionych skrzynkami z warzywami i jajkami (no cóż... schody tymczasowo pełnią rolę naszej spiżarni Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...- póki to właściwe pomieszczenie nie zacznie wyglądać tak, jak powinno). W każdym razie - fotki są - oto i one:

- duża sypialnia

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

 

- widok na garderobęZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

- sypialnia nad salonem

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

- korytarzyk

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

A tak - ze schodów - wygląda zabudowa k-g wejścia na poddasze, która to chroni nas przed chłodem i kurzemZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... Miałam jeszcze cyknąć fotkę zabudowy widocznej z parteru, ale... zapomniało mi się, a teraz nie chce się mi tyłka ruszyć - więc fotka będzie przy najblższej okazjiZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Co jeszcze? Ano jeszcze to, że mamy za sobą wybór i zakup oświetleniaZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... To niiiiic, że nie mamy jeszcze włączników i gniazdekZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... - najważniejsze, że pozbędziemy się prowizorycznych oprawek i sufity nabiorą nowego wyglądu - na pstryczki przyjdzie czas wkrótceZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... Część dzienną parteru będą nam oświetlały takie oto zwisy sufitoweZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...:

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Pojedynczy zawiśnie w komunikacji, podwójny w kuchni, potrójny  - nad stołem w jadalni, a poczwórny - w części wypoczynkowej salonu (tutaj planujemy jeszcze dokupić dwie białe, wysokie lampy podłogowe). Na razie złożony do kupy został jeden egzemplarz - reszta czeka na swoją kolejZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Łazienka i toaleta rozmigotane zostaną za pomocą takich oto kryształków (do których ostatecznie Radek dał się przekonaćZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...):

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Nad dużym lustrem w łazience zawisną kinkiety, a na sufitach w łazience i w toalecie - koralikowe plafony:

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Rozświetlimy sobie też korytarzyk przy schodach - w którym obecnie panują egipskie ciemności, bo się biedak nie doczekał nawet prowizorkiZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... W tym celu zakupiliśmy oprawki halogenowe - niedługo nastąpi jasność!Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Blaty w kuchni oświetlać nam będą trójkąty schowane pod szafkami wiszącymi - montaż przewidziany na "po poprawkach meblarskich", które nastąpić powinny za tydzień - mam nadzieję, że termin zostanie tym razem dotrzymany!

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Drzwi wejściowe otrzymały w końcu godną swego wyglądu klamkęZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Dziś dojechały wkładki i klucze - które niedługo zajmą przewidziane dla nich miejsce i dopełnią całościZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

Jak widzicie - dużo pracy już za nami, sporo wciąż przed. Każda wydana złotówka... cieszy, bo mamy tę świadomośc, że "ładujemy" kasę w NASZ DOM! Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...To jest niesamowite uczucie! Szkoda tylko, że oszczędności tak szybko topnieją - bo w głowie tyle marzeń i planów, że papierki ze znakiem wodnym baaardzo by się nam przydałyZdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie... No nic - widać to nasze wykańczanie -  i w domu, i wokół niego - trochę potrwa, a to oznacza jedno - jeszcze długo tu z Wami pobędę!Zdjęcie do wpisu: Po świąteczno-noworocznym lenistwie...

 

Słodkich snów, Kochani!!! :*

2012-01-03

Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Dodaj do ulubionych 

Moi Drodzy! W końcu zebrałam się w sobie i sklecam wpis dotyczący naszych mebli kuchennychZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Przypomnę Wam, że montaż kuchni zaplanowany był i uzgodniony z wykonawcą na listopad - w rzeczywistości czekaliśmy na meble ponad sześć tygodni dłużej. No nic - oczekiwanie przebiegało w warunkach cierpliwości na bardzo wysokim poziomieZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Ale w końcu zaczęliśmy dzwonić do meblarza i naciskać, żeby meble zostały zamontowane przed świętami. Tak też się stało - meblarz zapowiedział się z montażem w środę, 21. grudnia, na godzinę 09:00 - dotarł po 15:00, siedział do 23:00. Niestety nie mogłam być przy tym doniosłym fakcie obecna, bo... leżałam u Rodziców z gorączką i kataremZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Na drugi dzień - wyposażona w pakę chusteczek higienicznych - przyjechałam zobaczyć moją wyczekaną kuchnię. I co? Fronty super - takie jak chciałamZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Korpus też - dokładnie ten, który wybraliśmyZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Listwa przyblatowa - też naszaZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Ale wystarczył jeden rzut oka na blat i.... dosłownie wszystkiego mi się  odechciało: BLAT NIE BYŁ TYM, KTÓRY WYBRALIŚMYZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY!!! WściekłaZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY, ze łzami w oczach Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWYprzekopałam wszystkie pudła z naszymi pakunkami, żeby znaleźć umowę z meblarzem oraz wizualizację, na podstawie której robiona była wycena. Zajrzałam do każdego pudła - i nic! Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWYUmowę i wizualizację wcięło! "Abba fatima - było i ni ma"! No bo skąd mogłam wiedzieć, że - nie wiadomo po jakiego grzyba - wsadziłam sobie teczkę z umowami wszlekimi do pudła opisanego "Kuchnia - łyżki, deski i sztućce"! Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWYPo pół godzinie - w akcie desperacji - zaczęłam otwierać wszystkie pudła i w końcu znalazłam zgubę - w ostatnim możliwym pudle. Patrzę - na umowie jak wół napisane: "Blat: piaskowiec z firmy BIUROSTYL". Dzięki Bogu, że mieliśmy już Internet - szybciutko wbiłam sie na stronkę Biurostylu i znalazłam blat, który był tym moim blatem - a nie tym ohydztwem, które popsuło mi nerwy. Zadzwoniłam do Męża informując go o tym, że blat nie jest nasz. Radek zadzwonił do meblarza i umówił się z nim na następny dzień, celem poprawienia niedociągnięć, których jest dość sporo - o tym, ze szczegółami, za chwilę. Meblarz umówił się z nami, że będzie z samego rana. Nazajutrz przekonałam się, że dla pana meblarza, "rano" nie oznacza tego samego, co dla nas. Dla niego "rano" to dwunasta - gdy do niego zadzwoniłam powiedział, że o tej godzinie będzie. Poprosiłam go, żeby tym razem była to godzina naprawdę realna, żeby nie było jak przy montażu. On na to, że w takim razie będzie między 12:00 a 13:00. Ok. Chwilę potem dzwoni Radek i mówi, że p. meblarz do niego zadzwonił z pytaniem, "czy żonie to się meble nie podobają?", bo on z tonu mojego głosu wyczuł, że coś jest nie tak. Radek mu na to, że to nie jest rozmowa na telefon i że porozmawiamy o wszystkim na miejscu. Tak sie pan meblarz do nas spieszył, że zamiast między 12:00 a 13:00, dotarł do nas kilkanaście minut przed 16:00. Pierwsze moje pytanie do niego brzmiało: "Proszę mi powiedzieć, jak nazywa się kolor blatu, który Pan zamontował?" Otrzymałam odpowiedź, że to piaskowiec - taki ponoć wybrałam! No to ja drążę dalej: "A jakiej firmy?" Pan zagląda pod spód blatu i radosnym tonem obwieszcza: "Kronopol!" No to zadają pytanie-klucz: "Ma Pan przy sobie naszą umowę na wykonanie mebli? Kiedy ją Pan ostatnio czytał?" Po tym pytaniu panu meblarzowi mina trochę rzednie, mówi, że nie wie gdzie ma tę umowę i nie czytał jej już dawno (pewnie wcale), a piaskowiec zamówił taki, jaki... najczęściej mu schodziZdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY Wtedy wyjęłam nasz egzemplarz i dałam mu do przeczytania, komentarz był jeden: "O k....wa!". Rozmowa od razu była inna - aż strach pomyśleć, co by było, gdyby zabrakło umowy! Meblarz zaczął przepraszać i od razu zapowiedział, że blat zostanie wymieniony na właściwy. A my zaczęliśmy mu wymieniać to, co jeszcze należy - wg nas poprawić - żeby nie skłamać - połowa kuchni jest do wymiany - dla mnie najważniejsze jest to, żeby wszystko zostało zrobione tak, jak było przedstawione na wizualizacji i jak ustalone jest w zawartej umowie. 

Cała kuchnia prezentuje się tak:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

A do poprawy jest, co następuje:

1. Szafka nad lodówką - jest za płytka i nie stanowi ładnego połączenia z towarzyszącym jej wąskim słupkiem z cargo i butelczarką. Wg meblarza miała stanowić ciąg z meblami wiszącymi na ścianie po prawo - jak sam powiedział: "Nie przemyślał sprawy". Teraz będzie musiał to zrobić, bo... szafka idzie do wymiany na głębszą:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

2. Do poprawy jest też butelczarka, którą pan meblarz przewidział na dwie butelki wina, a miały być tu trzy miejsca. Wygląda to jak "ni przypiął, ni przyłatał" - rozmiar otworu, przez który wkłada się butelkę jest dwukrotnie za duży - do poprawy:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

 

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

3. Szafka nad mikrofalą i piekarnikiem. Podczas montażu okazało się, że... mamy jednak nie standardową mikrofalę i... front ma zły wymiar - powienien być krótszy. Pan meblarz zabrał front ze sobą, obciął mu dół (niwelując w ten sposób "mydełko" u dołu frontu) i przywiózł to coś do zamontowania. A ponieważ wyglądało to bardzo brzydko - front różnił się kształtem od innych - będzie nowy front - tym razem i z zachowanym "mydełkiem", i z odpowiednim wymiarem:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

4. Między słupkiem z piekarnikiem i mikrofalą a ścianką z luksferami - jest miejsce na witrynkę. Na wizualizacji wygląda ona tak, jakby miała szerokość słupka - w wszystko gra! Wykonanie jednak wcale nas nie zadowoliło. Po pierwsze - witryna jest o połowę płytsza niż słupek i wysunięta do przodu, żeby fronty stanowiły jedną linię (to oznacza, że miedzy ścianą a witrynką jest dużo pustej, niewykorzystanej przestrzeni). Po drugie - drzwi witryny nie otwierają się na prawo - tylko na lewo - pan meblarz nie wiedział, jak to się mogło stać - witryna do poprawy, więc przeszklenie jeszcze nie jest zamontowane:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

5. I największa kiszka - czyli nasz, a właściwie nie nasz, blat. Ten, który wybraliśmy miał być bardzo podobny do listwy widocznej na zdjęciu - a zamontowany - jak widać - jest o wiele ciemniejszy i taki jakiś za bardzo... rzucający się w oczy:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

6. Ponadto jest wiele szczegółów, które na pierwszy rzut oka może nie są widoczne, ale my o nich wiemy i nie czujemy się z nimi komfortowo: jakieś odpryski, śruby, które przedostały się na wierzch, maskownica w kolorze białym z PCV przy barku - co nie stanowi ozdoby salonu (będzie zmienione na wenge - takie, jak na frontach), pęknięta obejma przy koszu cargo, krzywo wycięta dziura w maskownicy przy zmywarce (dodatkowo po montażu zmywarki panom zostało dużo "niepotrzebnych" wg nich części w tym uszczelki i metal chroniący spód blatu przed wilgocią, które są niezbędne), brak boku pomiędzy zmywarką a sąsiadującą z nią lodówką. Tutaj jeden z takich kwiatków:

Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

7. Jeszcze jedno! Do poprawy jest też szafka pod umywalkę w łazience - obecnie szufladę można wyciągnąć jedynie do połowy. Jak chce się ją wysunąć dalej to... wypada z prowadnic i... leci prosto na nogi! Będzie to - oczywiście - poprawione.

Także - jak widzicie - kolorowo nie jest, ale muszę przyznać, że po tym, jak pan meblarz zapoznał się z ustaleniami zawartymi w umowie - wszystko przyjął na klatę i obiecał nanieść poprawki. Została spisana reklamacja, podstemplowana przez niego i podpisana przez nas i rzekomo 20-21 stycznia wszystko ma zostać poprawione tak, żeby było zgodnie z umową. Mam nadzieję, że tym razem termin zostanie dotrzymany.

 

Morał z tej historii jest jeden: UMOWY WARTO PODPISYWAĆ! Tylko nie chowajcie ich potem tak skutecznie, jak ja!Zdjęcie do wpisu: Wpis kuchenny - czyli PODPISUJCIE UMOWY

2012-01-02

W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Dodaj do ulubionych 

...jestem! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Kochani! Przepraszam, że tak długo milczałam i uprzedzam - jak zwykle lojalnie - że teraz będę nadrabiać zaległościZdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Przede wszystkim pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia na Nowy Rok! Niech będzie dla Was (i dla nas też) jeszcze lepszy, niż ten, który zakończył swoje panowanie! Życzę Wam całego mnóstwa radości i szczęścia, zdrowia (wiem, wiem - banalne - ale jakże ważne) i spełnienia marzeń - nie tylko tych budowlanych! :* :* :*

Miniony rok zapisał się w mojej pamięci, jako rok pełen zmagań, trudów, ale też wielu łez szczęścia oraz marzeń, które się spełniają. To w 2011 Lapis dostał na wiosnę okna, potem była przeprawa z tynkami, jeszcze później posadzki i w końcu rozpoczął się ten długo wyczekiwany przeze mnie etap - WYKOŃCZENIÓWKA! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Oooo! Podczas wybierania, decydowania, zastanawiania się i snucia wizji - byłam w swoim żywiole. Dzielnie towarzyszył mi mój ukochany Mąż! Aż dziw - biorąc pod uwagę mój temperament i Jego upór - że wszystkie decyzje przyszły nam dość łatwo i były zgodne! Rozwodu nie będzie! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... W minionym roku mój Tato, który towarzyszył nam na każdym etapie budowy, przeszedł operację, która naprawiła Jego serce. Dzięki Bogu - wszystko powoli wraca do normy i Tata coraz częściej pojawia się na działce, tzn. w naszym domu - bo gdy pachnie obiadem i gorącym ciastem w kuchni - to jest już "dom" Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...- nie "działka" czy "budowa". Na jesieni - przez sześć długich tygodni walczyłam z kolei o zdrowie naszej psiny, Kai. I ta historia zakończyłą się happy end'em. Koniec roku zapisał się jako czas na tzw. "wariackich papierach" - nastąpił ten wyczekany, wytęskniony przez nas moment - PRZEPROWADZKA do Lapisa! Pakując nasze graty do pudeł cieszyłam się jak dziecko!Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Tak długo na to czekałam! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... To nic - że wprowadziliśmy się, gdy tak naprawdę mieliśmy tylko łazienkę, kanapę w salonie i ciuchy za szklaną witryną w moim panieńskim regaliku - te "szczegóły" wcale a wcale nie umniejszyły nam radości z mieszkania na swoim! Sama końcóweczka 2011 roku dała nam jeszcze jeden powód do radości! Moi Drodzy! Jest mi niezwykle miło podzielić się z Wami radosną nowiną: w sierpniu nasz dom będzie miał nowego lokatora! Właśnie wtedy swoją obecnością zaszczyci nas nasz wytęskniony i wyczekany Dziedzic albo Dziedziczka! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Nasza radość jest przeogromna - nie można jej chyba opisać słowami! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

 

No dobrze - to po tym krótkim podsumowaniu minionego roku - czas na małą fotorelację z naszych pierwszych 14 dni spędzonych pod lapisowym dachemZdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Dzień przed przeprowadzką, czyli dokładnie 16. grudnia, na swoje miejsce trafiły drzwi wewnętrzne - jak za sprawą magicznej różdżki - od razu zrobiło się bardziej domowo:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Tak jak pisałam - jakiś czas mieszkaliśmy bez klamek, ale od jakiegoś tygodnia jesteśmy szczęśliwymi ich posiadaczami - tak się prezentują:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Tutaj widać, jak mój dzielny Małżonek montuje nasze roletki w salonie - zdecydowaliśmy się na odcień caffe latte z delikatnym wzorem:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

 

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

 

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

W sypialni na oknach króluje oczywiście żywa czerwień:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Dwie ściany wiatrołapu nabrały nowego wyglądu za sprawą marmolituZdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Dwie jeszcze czekają na obrzucenie. Spieszylismy się, bo tu, gdzie marmolit już jest miała stanąć szafa, ale... oczywiście stanie później, bo meblarz ma opóźnienie Także całości na razie nie pokazuję - na razie tylko mały fragmencik, żeby było widać kolorystykę:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Zamontowano nam też meble kuchnne, ale o tym będzie osobny wpis - bo nie da się w jednym zdaniu opisać tego, co nas spotkało.

Jeśli miałabym wskazać, który moment był dla mnie najbardziej wzruszający, to powiedziałabym, że ten, w którym stroiłam naszą pierwszą choinkę - choć nieduża - prezentuje się przepięknie i ciepłym blaskiem złotych światełek rozświetla nam salon Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

- uwielbiam wieczorem usiąść na kanapie z kubkiem herbaty w dłoniach i wpatrywać się w te roziskrzone, choinkowe gałązki:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

A od minionego piątku śpimy jak ludzie na naszym nowym łóżku w sypialni - Radek w asyście Taty, który dzielnie podawał właściwe śrubki złożył już szafę, stoliki nocne i łóżko - jest meeeegaaaa wygodnie! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Jeszcze tylko komoda - i cały komplet mebli zajmie swoje miejsce:

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

 

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

I na sam koniec przedstawiam Wam nasz postrach na myszy! Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Zdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej...

Koniec z okropnymi trutkami - teraz przed gryzoniami bronić nas będzie Lusia - nowy mieszkaniec naszego domu. Lusia jest kotem po przejściach - do tej pory nie miała lekkiego życia - teraz zadbamy o to, żeby jej brzuszek nigdy nie był głodny i żeby uwierzyła w to, że ludzie mogą być dla niej dobrzy! Uwielbiam słuchać, gdy uspakajająco mruczy. Gdy zasnę w ciągu dnia - po cichutku wskakuje na łóżko i grzeje mi stopy - jak mały, puchaty piecyk. A ponieważ na łóżko nie pozwalamy jej wchodzić - robi wszystko, żeby być jak najbliżej - teraz na przykład robi za ozdobę stolika nocnegoZdjęcie do wpisu: W trosce o nerwy Sylwii Romeczkowej... Odkąd odkryła podłogówkę w salonie - wyleguje się na niej całymi godzinami. Jest cudna!

Kochani - na dziś to tyle - jutro postaram się stworzyć wpis o perypetiach z meblami kuchennymi. Buziaki! :*

romanosie Obserwuj bloga
statystyki bloga
Odwiedzin bloga: 85389
Komentarzy: 3573
Obserwują: 221
Wpisów: 298 Galeria zdjęć: 1529
Projekt LAPIS 2
BUDYNEK - dom wolnostojący , parterowy z poddaszem bez piwnicy
TECHNOLOGIA - murowana
MIEJSCE BUDOWY - ok. Sochaczewa
ETAP BUDOWY - VII - Wykończenia
Polecane linki
mojabudowa.pl - puchar
I Nagroda w konkursie na Budowlany Blog Roku 2011