Modern Gallery
Zgłoś naruszenie...
Wybierz jedną z poniższych opcji.
Ten komentarz dotyczy mnie lub znajomego:
atakuje mnie,
atakuje znajomego.
Komentarz dotyczy czegoś innego:
spam lub oszustwo,
propagowanie nienawiści,
przemoc lub krzywdzące zachowanie,
treść o charakterze erotycznym.
Napisz
PANEL

romanosie | Obserwuj

2011-05-15

Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) Dodaj do ulubionych 

Piątek upłynął oczywiście pod znakiem ścianki na luksferyZdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :). Moje narzędzia pracy prezentowały się tak:Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Radek przybił szary papier do ścianki:Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

A potem jego miejsce na drabinie zajęłam oczywiście ja, uzbrojona w czarny marker (który to ostatecznie zastąpił szybko tępiący się ołówek). Odrysowałam sobie wzór ze ściany na papier:Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Następnie w ruch poszły nożyczki i tak oto powstał "wykrój na brzuszek"Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :):Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Nasz wzór szybko zawisł na ściance:Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Teraz już poszło łatwo - szybciutko odrysowała drugi "brzuszek":Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

 

Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Narysowałam i - za zgodą Męża oczywiścieZdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) - oddaliłam się z miejsca budowy. Radek przez ten czas szybko chwycił za piłę i wyciął ściance "brzuszki". Po powrocie moim oczom ukazał się taki oto widok:Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

W niektórych miejscach trzeba będzie wyrównać "brzuszek" zaprawą - ale to tak naprawdę już sama przyjemność i  - można powiedzieć - "budowlany zabieg kosmetyczny"Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) Najważniejsze już zostało zrobione! I wiecie co?  Mnie też się wydaje, że z dwoma "brzuszkami" jest fajniej!Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

W sobotę postanowiliśmy dać sobie chwilę wytchnienia i - korzystająz z okazji, że nie ma u nas żadnej ekipy - urządziliśmy ognisko, na które zaprosiliśmy moich Rodziców. Towarzyszyła nam nasza wierna sunia-weteranka (dwanaście lat już ma, staruszka moja), Kaja. Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

 

Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

A wieczorkiem zostaliśmy sobie sami, grzaliśmy się w cieple żarzącego się ogniska i siedzieliśmy tak zasłuchani w wieczorny koncert świerszczy i żab, zapatrzeni w nasze miejsce na ziemi... razem...Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

Dziś obudził nas - niestety - deszczZdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) Spojrzałam w kalendarz i wszystko się wyjaśniło: dziś "zimna Zośka" - przesąd mówi, że w dniu imienin Zofii zawsze jest zimno i deszczowo. No - to by się zgadzało...Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) Pojechaliśmy na działkę później niż mieliśmy w założeniach - pogoda nie zachęcała do tego, żeby trzymać się planu. Radek porobił sobie zdjęcia wszystkich kabli i rur w naszym domu, w tym czasie ja i Tata powynosiliśmy wszystkie drobne rzeczy z domu do garażu, bo przecież jutro wielki dla nas dzień - wchodzi ekipa od tynkowania!!! Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :) Radek został jeszcze na działce - musi dopilnować ostatnich szczegółów - mnie natomiast deszcz wygonił z naszych włości i dlatego siedzę teraz i kończę dla Was dzisiejszy wpis! Zdjęcie do wpisu: Piątkowe pracusiowanie i sobotnie przyjemności! :)

2011-05-13

Ścianka na luksfery Dodaj do ulubionych 

Jak zapewne pamiętacie - naszą ściankę na luksfery (w wersji bardzo roboczej i w ogóle nie przypominającej tego, co mi się marzyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery) pobudował nasz murarz. Musiał to robić etapami, bo ścianka jest dość wąska i pustaki wręcz mu na niej "tańczyły": trochę murowania, potem schnięcie zaprawy, znowu murowanie i schnięcie i tak trzy razy. Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery  Teraz ścianka stoi, już się nie giba, trzyma pion -  więc w kończu nadszedł czas, żeby zrobić z nią porządek. Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery W związku z powyższym obok ścianki Małżonek postawił drabinę, na której to umiejscowił się nikt inny, tylko ja we własnej osobie, wyposażona w rekwizyt w tym przypadku niezbędny, czyli w ołówek kreślarski. Gdy rysowałam ściankę na kartce papieru to wydawało mi się to banalnie proste. Rysowanie na ścianie - tak, żeby miało to ręce i nogi - już takie łatwe nie jest. Ot - życie. Dla przypomnienia wklejam zdjęcie projektu poglądowego naszej ściany:Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

I jeszcze jedna retrospekcja - luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery:Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Końcem końców - po wielu burzliwych dyskusjach, żywiołowej wymianie zdań, rwaniu sobie włosów z głowy i trzaskaniu drzwiami (bo już je mamyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery) ustaliliśmy, że... rezygnujemy z trzech "brzuszków" ściany, na rzecz dwóchZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery. W ten sposób ściana będzie miała delikatniejszy kształt, będzie subtelniejsza. W końcu mogłam rozpocząć smarowanie ołówkiem po ścianie - na tym etapie jeszcze mogę sobie na takie szaleństwa pozwolić - potem już na pewno mazać nie będę, obiecuję!  Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Dociskałam i dociskałam ten ołówek tak, że Radek co chwila musiał mi go strugać - a co sobie będę żałować! Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Tym oto sposobem - jeden "brzuszek" mamy nakreślonyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery.  Nieskromnie przyznam, że nawet mi się jego kształt podoba Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Wczoraj kupiłam szary papier, na który zamierzam nanieść górny brzuszek. Tak powstanie szablon, który pomoże mi zaznaczyć "brzuszek" dolny. Zależy mi na tym, żeby "brzuszki" były ładnie zaokrąglone, natomiast ten dolny jakoś nie chciał ze mną współpracować i odpowiednio się "brzuszyć" - więc trzeba go trochę przechytrzyćZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery.

Pan hydraulik zakończył u nas "rureczkowe prace przedtynkowe"Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery, ale współpraca z nim będzie miała swoją kontynuację po tynkach - w końcu i u nas będzie trzeba powypuszczać te "podłogowe węże", nie? Póki co nasze oko cieszą skrzyneczki z "hydraulicznym centrum dowodzenia"Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

 

Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

I jeszcze jedno wiekopomne zdjęcie: licznik od wody w dziewiczym stanie - jeszcze same zeraZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Podczas naszej nieobecności na działce, Tata... (mówię Wam, gdybym była silniejsza nosiłabym mojego Tatę na rękach - pomaga nam tak dużo, że miewam z tego powodu wyrzuty sumienia, martwię się, że się przemęczaZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery, a przy tym wszystkim nie da się go przed niczym powstrzymać. Muszę się pilnować, co przy nim mówię: powiedziałam na przykład ostatnio, że chcę siać te moje buraki i cukinię, więc przekopię sobie kawałeczek ziemi - wraca z pracy i co? Ziemia przekopana!)... ależ długa dygresja - wracając do wątku: podczas naszej nieobecności Tata wykopał dół pod rurę doprowadzającą wodę z hydrantu do domu. Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Radek dokończył to całe kopanie:Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery -Miał przy tym niezły doping - sami popatrzcieZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery: Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery

Marysieńka wspierała Wujka głównie duchowoZdjęcie do wpisu: Ścianka na luksfery. Na pytanie: A może mi pomożesz? rezolutnie odpowiedziała Niunię bole nuna (tłum. z polskiego na nasze: Niunię boli noga) - sprytnie, nie? Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyKońcem końców Malutka wujkowi pomagała, ale chyba nie tak, jakby on sobie tego życzył: wujek wykopywał - a Marysia zasypywała dół z drugiej strony! (jest to nawet upamiętnione na zdjęciu, ale robionym komórką - jeszcze go nie zgrałam na kompa) Zdjęcie do wpisu: Ścianka na luksferyMówię Wam - ubaw po pachy! Że też takie małe dziecko może dostarczyć taki ogrom radości!

2011-05-12

W ciągłym niedoczasie... :) Dodaj do ulubionych 

... ale za to szczęśliwa, że wszystko idzie (wolniej lub szybciej) do przodu! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Pamiętacie, taki film Barei, co się zwie Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? W nim własnie jest pewien dialog, który akuratnie pasuje do mojej sytuacji życiowej:

– Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
– No, ubierasz się pan.
– W płaszcz – jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
– Fakt!
– Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
– I zdążasz pan?
– Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, widzi pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu, a potem to już mam z górki, bo tak... w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać.

Genialne, nie? Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)

To teraz powiem, jak to się ma do mnie:

Wstaję rano wpół do piątej - latem to już widno! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Na szczęście nie muszę się golić, ale za to rzęsy należy umalować, coby ludzi wyglądem zombi nie straszyć.Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Śniadania w domu nie jadam - strata czasu: w pracy płatki z jogurtem i kawa, o której marzę całą drogę do pracy! Śniadania nie jadam na kolację, ale jedzonko do pracy przygotowuję wieczorem właśnie - a rano wrzucam tylko do torby i gotowe! W przedpokoju czeka na mnie przygotowana wcześniej torba z działkowymi ciuchami - na zmianę, bo trudno chodzić po placu budowy w szpilkach, spódnicy itp. czyli w "uniformie biurowym".Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) W niej też są moje ukochane czerowne trampki! To po to, żeby nie musieć wstępować do domu po pracy - tylko gnać prosto na działkę! Potem biegiem do samochodu, po koleżankę (albo ona po mnie, zależy czyja "zmiana" na amortyzowanie autaZdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)) i mkniemy do pracy. Pół godziny jazdy, potem pół godziny w korkuZdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :). Nie lubię stać w korku, bo po pierwsze wtedy łapie mnie śpiączka, a po drugie przychodzą głupie pomysły do głowy (np. zdejmowanie nogi ze sprzęgła, przy wrzuconym biegu i nagłe zaskoczenie, że samochód szarpie, a potem gaśnie - bezczelny!Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)) Potem praca, praca, praca! W międzyczasie 15 minut przerwy na obiadek (no bo po co tracić na niego czas w domu), pozaglądam na blogi itp. itd. - przecież nie samą pracą człowiek żyje, nie? Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Odliczam 8  godzin (czyt. milion szybkich spojrzeń na zegarek, który wyraźnie nie rozumie, że wskazówki powinny się pospieszyć), potem szybkie wyjście, rzucone w pośpiechu "Do jutra" - i jazda powrotna (w tę stronę korków już nie ma - na szczęście!Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)). Szybka wyrzutka koleżanki pod jej domem i wreszcie działka! Utęskniona, wymarzona, wyczekana - NASZA! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)A na niej NASZ DOM! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)I mnóstwo pracy! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)I teraz uwaga: zapuściłam przez ten dziwaczny tryb życia nasze gniazdko: łazienkę sprzątam, jak tylko tego wymaga, bo nienawidzę, kiedy na ceramice widać kurz! Ble! Odkurzacz wyciągam dopiero wtedy, kiedy po podłodze walają się "koty" z kurzu wielkości kul siana na Dzikim Zachodzie (takie czasem przelatywały przez ulicę - na western'ach było widać) - mniejsze brudy zamiatam szczotkąZdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :). Obiadów nie gotujęZdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) - jedziemy na gotowym jedzeniu: furorę robią tu zupki chińskie, gotowe krokiety i barszczyk czerwony z torebki (Instant), kiełbaska z grilla, słodkie bułki i przygotowane na szybko kanapki.  Czasem mama się zlituje i zaprosi na talerz pożywnej, najpyszniejszej pod słońcem zupy lub sztukę mięsa i ziemniaczki. Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Piorę - a raczej uruchamiam pralkę - bo przecież musimy mieć co na grzbiet włożyć, nie?Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Wracamy z działki najczęściej przed 22:00, zanim przygotuję nam "prowiant" na jutro, wykąpię się i położę do łóżka jest już 23:00 (często z hakiem). Ostatnią myślą przed snem jest: Dżizas! Ale mi się jutro nie będzie chciało wstać! No ale wstaję - i następnego ranka, i jeszcze następnego, i kolejnego itd. Bo rano wstaję z nowymi pomysłami i znów nie mogę doczekać się, kiedy pojedziemy na działkę, dopieszczać, dopilnowywać, doglądać!Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Totalne szaleństwo!

Potraktujcie ten wpis jako subtelne usprawiedliwienie mojej nikłej obecności na blogu! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :)Zaglądam do Was, jestem na bieżąco, ale czasu na komentowanie i pisanie niewiele, niestety! Dobrze, że w pracy są chwile, kiedy można z Neta skorzystać! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) To jest też delikatny wstęp do wpisów, które postaram się wystukać wieczorkiem. Dziś będzie o ściance na luksfery, kopaniu dołów, hydrauliku i innych sprawach okołobudowlanych! Zdjęcie do wpisu: W ciągłym niedoczasie... :) Do poczytania potem, moi Kochani! :*

2011-05-10

Zaklepane! :D Dodaj do ulubionych 

Umówione mamy dwie następne ekipy Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D W sierpniu nasz domek zacznie przywdziewać nowe barwy, a przedtem oczywiście dostanie styropianową kurteczkę na zimę - i nigdy, przenigdy już nie zmarznie (my oczywiście też)! Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D Mniej więcej w tym samym czasie dostanie też czapkę - z blachodachówki w kolorze gorzkiej czekolady. Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D

Elektrycy zakończyli swoje działania - zostało im tylko podłączenie prądu ze skrzynki do domu. Dziś udajemy się do PGE podpisać stosowną umowę i wkrótce... nastąpi jasność! Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D

Dostaliśmy też odpowiedź w sprawie naszej nieszczęsnej wody. Niestety oficjalnego pisma urzędowego z odpowiedzią brak, ale telefonicznie dowiedzieliśmy się u wójtowej, że prace nad ciągnięciem nitki wodociągowej ruszą lada dzień. Nauczeni doświadczeniem, że słowom nie zawsze można ufać, wykonaliśmy telefon do wykonawcy, a on to wszystko potwierdził, więc - czekamy, aż nasza Sahara przestanie być pustynią bez wody!Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D

A w najbliższy poniedziałek... witamy tynkarzy!!! Się zacznie! Oj się zacznie!!!Zdjęcie do wpisu: Zaklepane! :D

 

2011-05-07

Na tydzień przed tynkami... :) Dodaj do ulubionych 

No właśnie! W sumie to powinnam napisać: tydzień po rozpoczęciu tynkówZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :), bo przecież tynkarze mieli wejść od 01 maja (no dobra, niech będzie, że 02). Ze względu na to, że prace hydrauliczno-kanalizacyjno-elektryczne trochę się przeciagają oraz z uwagi na to, że ekipa z firmy ochroniarskiej może nam zamontować wszekie kabelki dopiero 10 maja - tynki rozpoczną się 16 majaZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). Czekam cierpliwie na początek prac... Chyba dociera w końcu do mnie to, że już wkrótce będziemy mogli zaczynać etap, który jest najbardziej przeze mnie oczekiwany, czyli wykończeniówkęZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). No bo te rurki, kabelki itp. - to oczywiście bardzo ważna sprawa, ale... tym na razie zajmuje się Radek - ja się jakby trochę wycofałam.Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Pogoda jest do bani, a to niestety nie zachęca do bycia na działceZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). Dziś na szczęście zza chmur wyszło słońce, było nawet całkiem ciepło - ale efekt ten psuł dość porywisty wiatrZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). Po drugie jestem oczywiście przeziębiona, więc na naszych włościach byłam raptem 1,5 godziny, trochę pogrzebałam w ziemi, wystawiłam na słonko z garażu moje roślinki (niech złapią trochę promyczkówZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)), a potem poszłam poprzyglądać się postępom koło i w domku.

Po pierwsze: nasze kamienie zmieniły miejsce pobytu. Z lewego rogu na przodzie działki, za pomocą taczki i ciężkiej pracy Radka i Taty - powędrowały na jej tyły. Tu, gdzie były wcześniej planujemy wykopać dół na POŚ - dlatego właśnie kamienie dostały "nakaz eksmisji" z dotychczasowego "miejsca zamieszkania".

Tutaj były - niezłe pobojowisko po sobie zostawiły, nie?Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

W tygodniu tata skopał taki mini-wał, który mieliśmy z tyłu działki. Przy okazji usunął stamtąd krzaczory, które utworzone były z młodych brzozowych gałązek wyrastających z korzeni, które tkwiły jeszcze w ziemi (stali Czytacze naszego blogu pamiętają zapewne, że nasza działka była tak naszpicowana korzeniami, jak dobra kasza skwarkami Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)- wszystkie one zostały wyrwane przez mojego Tatę oraz Radka,  jeszcze przed rozpoczęciem budowy). Korzenie również zostały wykopane - skończą zapewne na ognisku. Teraz to miejsce wyglada tak:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Tyle korzeni tu tkwiło:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

I jeszcze wycięte gałęzie:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Nie mam niestety zdjęcia tego samego miejsca przed tymi zabiegami kosmetycznymiZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

A co w domu? Wewnątrz królują rurki i kabelki - coraz bardziej uporządkowane! Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)Tata mówi wczoraj do mnie tak: "Hydraulik robi Wam w domku bardzo dobrą rzecz: cyrkulację ciepłej wody" Najpierw nie wiedziałam co to jest, ale za chwilę - po stosownych wyjaśnieniachuznałam, że ta cała cyrkulacja to naprawdę bardzo dobra rzecz.Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :) Polega na tym, że ciepła woda cały czas krąży w rurach, co oznacza, że po odkręceniu kurka z ciepłą wodą nie będziemy musieli czekać, aż ta ciepła woda dopiero napłynie (poprzedzona zimną) - tylko od razu będzie lecieć ciepła. Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :) No dobra, teraz czas na fotki. Wiatrołap:

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Kotłownia:

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Nawierty pod rury w dolnej łazience:

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Dopływy i odpływy pod umywalki w dolnej łazience:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Po lewo - dopływ i odpływ pod pralkę, po prawo - rurki do wannokabiny.

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Większość prac kanalizacyjno-hydraulicznych na dole jest już wykonana - teraz hydraulik działa na górze, ale tam się dziś nie plątałam, bo nie chciałam przeszkadzać Chłopakom w robocie.

Teraz czas na opowieść o kabelkach. Największa dla mnie atrakcja wisi w garażuZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). Mam na myśli oczywiście elektryczne centrum dowodzenia, jakim jest skrzynka-rozdzielniaZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :). Wiem, że tradycją jest zamieszczać zdjęcia w dwóch opcjach: zapalonej i zgaszonej. Z uwagi na to, że było to w tym przypadku trudne do wykonania, będą trochę inne dwie opcjeZdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :) - zamknięta:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

I otwarta:

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

 

Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Zaostaliśmy zaopatrzeni w rozpiskę, który ES od czego jest - rozpiska wisi na drzwiach skrzynki:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

I jeszcze siła:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Oraz rzut oka na całość:Zdjęcie do wpisu: Na tydzień przed tynkami... :)

Buziaki Kochani! :*

 

romanosie Obserwuj bloga
statystyki bloga
Odwiedzin bloga: 85713
Komentarzy: 3573
Obserwują: 221
Wpisów: 298 Galeria zdjęć: 1529
Projekt LAPIS 2
BUDYNEK - dom wolnostojący , parterowy z poddaszem bez piwnicy
TECHNOLOGIA - murowana
MIEJSCE BUDOWY - ok. Sochaczewa
ETAP BUDOWY - VII - Wykończenia
Polecane linki
mojabudowa.pl - puchar
I Nagroda w konkursie na Budowlany Blog Roku 2011